sobota, 30 listopada 2013

ROZDZIAŁ IX- " W dolinie Godryka Gryffindora"

Dzień przed Bożym Narodzeniem po Lily około godziny 12 przyjechał tata Caroline pod jej dom. Podróż trwała 35 min. Gdy wysiadła z samochodu dech zaprał jej w piersiach. Widok był przepiękny. Typowa wioska pokryta kołderką ze śniegu. Cudowne uczucie. Gdy weszła do domu, Caroline rzuciła jej się na szyję po czym oprowadziła po domu. Dom był średnich rozmiarów. Miał 4 pokoje, kuchnie i 2 łazienki na każdym piętrze. Pokój przyjaciółki mieścił się na 1 piętrze, tuż obok schodów. Gdy do niego weszła zobaczyła pokój o jakim śniła przez wiele lat przed hogwartem.
-Wow! Caroline o takim marzyłyśmy tylko, że miał być różowy a nie niebieski.
-Wiem czy to nie jest cudowne?- zapytała Caroline
-Jest.- zgodziła się Lily
-Może oprowadzę Cię po okolicy dopóki nie jest jeszcze ciemno?- zaproponowała przyjaciółka
-Okej.- ponownie zgodziła się rudo włosa
         Po drodze przyjaciółki dużo sobie poopowiadały co robiły w czasie tych 5 lat (Lily bardzo często naginała prawdę) i wspominały różne wspólne przeżycia. Po 20 minutach obie stwierdziły, że pójdą odwiedzić Chrisa. Gdy doszły do jego domu i zapukały otworzyła im jakaś jedenastoletnia dziewczynka z długimi blond włosami i niebieskimi oczami. Pierwszą ujrzała Caroline więc zawołała
-Chris! Chodź Caroline przyszła!
Następnie jej wzrok powędrowała na Lily. Prze parę sekund bacznie jej się przyglądała po czym stwierdziła
-Ja Cię skądś kojarzę.
-Ja też Ciebie skądś kojarzę. Tylko skąd? –zapytała Lily
-Pewnie się już widziałyście kiedy chodziłaś z Chrisem, a teraz tego nie pamiętacie.-zaproponowała Caroline
-Nie to nie o to chodzi.- rzekły obie dziewczyny
Po dłuższej chwili jedenastolatka zawołała.
-Już wiem! To Ciebie zaatakował wilkołak i to Ty nakrzyczałaś na Mary tak?
-Tak! To ty byłaś tą blondwłosą pierwszoklasistką która zapytała jak to się stało, że trafiłam do skrzydła szpitalnego.- oznajmiła Lily
-Tak!- odpowiedziała jedenastolatka choć nie zadano pytania
-O czym wy do jasnej ciasnej mówicie?- zapytała Caroline
-O niczym. Naprawdę o niczym-odpowiedziały jednocześnie dwie dziewczyny
W tym momencie w drzwiach stanął Chris. Tak samo jak Caroline nie wiele się zmienił od tamtego czasu włosy dalej jasne miał jak słońce, może nie co dłuższe. Oczy dalej niebieskie jak woda w stawie i nos dalej haczkowaty. Podobnie jak jego siostra najpierw zauważył Caroline. Wyściskał i ucałował ją po czym spojrzał na Lily. Oczy z wrażenie wyszły na wierzch.
-Lily! To na serio Ty?!- zapytał z niedowierzaniem Chris
-Tak to ja! Hej!- przywitała się Lily
-Cześć! O! Poznaj moją siostrę Megan Lily, Lily Megan.
-Spoko my się już znamy.
-Jak to?
-Och! Lily też chodzi do Hogwartu!- zapiszczała Megan
-Serio?! To dlatego nie wróciłaś do gimnazjum! Wiedziałem!- wykrzykiwał Chris
-Jesteście dziwni!- oznajmiła Caroline po czym dodała-Może się przejdziemy?
-No spoko.-przytaknęli w troje
-Magan! Ty nie idziesz!- stwierdził stanowczo Chris
-Ale Chris rodziców nie ma a miałeś się mną zajmować!- powiedziała szyderczym głosem Megan
-Ej to szantaż!
-Może…
-Magan przecież masz już 11 lat możesz już chyba zostawać sama w domu nie?
-Oj no proszę Chris! Za tydzień znów wyjadę!
-Nie i koniec kropka!
-Och no weź ją. Jak wy się będziecie obściskiwać to ja przynajmniej będę miała towarzyszkę.-powiedziała Lily
-Eh…no dobra Megan ubieraj się, ale tylko dlatego, że dawno Cię nie widziałem Lily to ulegam.-rzekł Chris z uśmiechem
         Widok podczas spaceru był cudowny wszędzie świąteczne ozdoby wisiały co dawało miły nastrój świąt. Po prostu ciepło robiło się w sercu. Za każdym razem gdy mijali jemiołę Chris i Caroline się całowali. Lily już o wiele lepiej to znosiła, ba nawet się już przyzwyczaiła. Jednak już za 10 razem stawało się to irytujące, więc wtedy rozmawiała z Megan o Hogwarcie. Po około pół godziny doszli do niewielkiego jeziorka niedaleko cmentarza. Przy nim siedziało dwóch chłopaków około 16 lat. Kiedy byli jakieś 6 stóp od jeziorka Chris, Caroline i Megan podeszli do  niego ,aby coś sprawdzić jednak Lily zamarznięta na kość postanowiła nie ruszać się z miejsca. Wtedy usłyszała strzęp rozmowy owych dwóch chłopców
-Heh dziś pełnia szkoda, że nie ma nas w Hogwarcie.
-Taa tęsknie za wyprawami.
-No, ale biedny Luniaczek, żeby tak w Boże Narodzenie.
-Noo. Pewnie siedzi teraz w pokoju i się zamartwia nocą.
-Haha biednyyy…
-Ej choć do nas!- zawołała Caroline na co rozmowa dwóch chłopców ucichła. Lily domyśliła się już kto to może być i dobrze wiedziała, że jak się odezwie to ją rozpoznają. Machała głową w prawo i w lewo na znak, że nie chce. Niestety Caroline nie domyśliła się o co jej chodzi, więc ponownie krzyknęła.
-No chodź, a nie machasz głową!
-Nie chcę!- krzyknęła Lily
-Lily to Ty?! Co Ty tu robisz?- zapytał chłopiec po prawej, który okazał się być Jamesem Potterem
-Kurde po co ja to powiedziałam!- pomyślała po czym rzekła głośno-A wy?
-Pierwszy zapytał- rzekła drugi, który jak się okazało był Syriusz Black
-Przyjechałam odwiedzić Caroline, a wy?- odpowiedziała i ponownie zapytała Lily
-Ja tu mieszkam, a Syriusz jest u mnie na Boże Narodzenie.-odpowiedział James
-Z kim rozmawiasz?- zapytał Chris po czym cała trójka podeszła
-Och! To huncwoci!- zapiszczała Megan
-Chyba chciałaś powiedzieć palanty!- poprawiła Lily Megan
-Och to są Ci dwaj co mnie z nimi poznałaś na King’s Cross. To znaczy przedstawiłaś ich jako głupki.- rzekła Caroline
-Tak to oni.- powiedział przez zaciśnięte zęby Lily
Po tym słowie Lily oberwała w twarz śnieżką ciśniętą przez Syriusza.
-Za co?- zapytała
-A no za to!- odpowiedział Syriusz
-Och to wy powinniście dostać za waszą arogancję, pewność siebie, nonszalanckość, miotanie za… tym czymś we wszystkich i wyżywanie się na niewinnych osobach!- wykrzykiwała Lily mszcząc się na biednej kulce śniegu po czym również cisnęła nią w oby dwóch. Po tym fakcie rozgorzała bitwa James Potter i Syriusz Black naprzeciw Lily Evans. Po około 10 minutach Lily cała we śniegu krzyknęła
-Może byście mi pomogli, a nie stoicie jak takie kołki?
-Ej to nie fair 4 na 2!- krzyknął James
-A dwóch na jedną to fair?- zapytała Lily
-Ech no dobra, ale każdy na każdego. Ok.?- zapytał Potter
-Skoro tak chcesz!- krzyknęła Evans po czym jej kulka śniegu o cal minęła James’a.
         Bitwa trwała dobre 40 minut. W tym czasie Lily zauważyła jak Syriusz wyciąga różdżkę i natychmiast zareagowała. Odciągnęła oby dwóch na bok i sama wyciągnęła różdżkę.
-Nie możemy używać czarów poza szkołą, a co dopiero w obecności mugoli!- mówiła pół głosem Lily
-A kto tu mówi o czarach?- zapytał również pół głosem Syriusz
-Widziałam jak wyciągaliście różdżkę!- prawie krzyknęła Lily
-A Ty to co wyjątek?- zapytał Potter
-Musiałam wam czymś grozić.-powiedziała Lily po czym schowała różdżkę i przyłączyła się do dalszej walki. Nie minęło nawet 15 minut a Caroline zauważyła jak różdżka wypada jej z kieszeni.
-Lily dlaczego nosisz patyk w kieszenie?- zapytała ze zdziwienie i podała go Lily

-No wiesz…-Już miała schować do kieszeni kiedy niespodziewanie i niechcący wpadła na nią Megan przez co upadła z różdżką w ręku robiąc dziwny gest nią do góry. Po chwili na jasnym niebie pojawiły się czarne plamy zbliżające się do nich. Po czym okrążyło ich tłum ludzi w maskach. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz