Dzień przed Bożym Narodzeniem po Lily około godziny 12 przyjechał
tata Caroline pod jej dom. Podróż trwała 35 min. Gdy wysiadła z samochodu dech
zaprał jej w piersiach. Widok był przepiękny. Typowa wioska pokryta kołderką ze
śniegu. Cudowne uczucie. Gdy weszła do domu, Caroline rzuciła jej się na szyję
po czym oprowadziła po domu. Dom był średnich rozmiarów. Miał 4 pokoje, kuchnie
i 2 łazienki na każdym piętrze. Pokój przyjaciółki mieścił się na 1 piętrze,
tuż obok schodów. Gdy do niego weszła zobaczyła pokój o jakim śniła przez wiele
lat przed hogwartem.
-Wow! Caroline o takim marzyłyśmy tylko, że miał być różowy a nie
niebieski.
-Wiem czy to nie jest cudowne?- zapytała Caroline
-Jest.- zgodziła się Lily
-Może oprowadzę Cię po okolicy dopóki nie jest jeszcze ciemno?-
zaproponowała przyjaciółka
-Okej.- ponownie zgodziła się rudo włosa
Po drodze
przyjaciółki dużo sobie poopowiadały co robiły w czasie tych 5 lat (Lily bardzo
często naginała prawdę) i wspominały różne wspólne przeżycia. Po 20 minutach
obie stwierdziły, że pójdą odwiedzić Chrisa. Gdy doszły do jego domu i zapukały
otworzyła im jakaś jedenastoletnia dziewczynka z długimi blond włosami i
niebieskimi oczami. Pierwszą ujrzała Caroline więc zawołała
-Chris! Chodź Caroline przyszła!
Następnie jej wzrok powędrowała na Lily. Prze parę sekund bacznie
jej się przyglądała po czym stwierdziła
-Ja Cię skądś kojarzę.
-Ja też Ciebie skądś kojarzę. Tylko skąd? –zapytała Lily
-Pewnie się już widziałyście kiedy chodziłaś z Chrisem, a teraz
tego nie pamiętacie.-zaproponowała Caroline
-Nie to nie o to chodzi.- rzekły obie dziewczyny
Po dłuższej chwili jedenastolatka zawołała.
-Już wiem! To Ciebie zaatakował wilkołak i to Ty nakrzyczałaś na
Mary tak?
-Tak! To ty byłaś tą blondwłosą pierwszoklasistką która zapytała
jak to się stało, że trafiłam do skrzydła szpitalnego.- oznajmiła Lily
-Tak!- odpowiedziała jedenastolatka choć nie zadano pytania
-O czym wy do jasnej ciasnej mówicie?- zapytała Caroline
-O niczym. Naprawdę o niczym-odpowiedziały jednocześnie dwie
dziewczyny
W tym momencie w drzwiach stanął Chris. Tak samo jak Caroline nie
wiele się zmienił od tamtego czasu włosy dalej jasne miał jak słońce, może nie
co dłuższe. Oczy dalej niebieskie jak woda w stawie i nos dalej haczkowaty.
Podobnie jak jego siostra najpierw zauważył Caroline. Wyściskał i ucałował ją
po czym spojrzał na Lily. Oczy z wrażenie wyszły na wierzch.
-Lily! To na serio Ty?!- zapytał z niedowierzaniem Chris
-Tak to ja! Hej!- przywitała się Lily
-Cześć! O! Poznaj moją siostrę Megan Lily, Lily Megan.
-Spoko my się już znamy.
-Jak to?
-Och! Lily też chodzi do Hogwartu!- zapiszczała Megan
-Serio?! To dlatego nie wróciłaś do gimnazjum! Wiedziałem!- wykrzykiwał
Chris
-Jesteście dziwni!- oznajmiła Caroline po czym dodała-Może się
przejdziemy?
-No spoko.-przytaknęli w troje
-Magan! Ty nie idziesz!- stwierdził stanowczo Chris
-Ale Chris rodziców nie ma a miałeś się mną zajmować!- powiedziała
szyderczym głosem Megan
-Ej to szantaż!
-Może…
-Magan przecież masz już 11 lat możesz już chyba zostawać sama w
domu nie?
-Oj no proszę Chris! Za tydzień znów wyjadę!
-Nie i koniec kropka!
-Och no weź ją. Jak wy się będziecie obściskiwać to ja
przynajmniej będę miała towarzyszkę.-powiedziała Lily
-Eh…no dobra Megan ubieraj się, ale tylko dlatego, że dawno Cię
nie widziałem Lily to ulegam.-rzekł Chris z uśmiechem
Widok podczas
spaceru był cudowny wszędzie świąteczne ozdoby wisiały co dawało miły nastrój
świąt. Po prostu ciepło robiło się w sercu. Za każdym razem gdy mijali jemiołę
Chris i Caroline się całowali. Lily już o wiele lepiej to znosiła, ba nawet się
już przyzwyczaiła. Jednak już za 10 razem stawało się to irytujące, więc wtedy
rozmawiała z Megan o Hogwarcie. Po około pół godziny doszli do niewielkiego
jeziorka niedaleko cmentarza. Przy nim siedziało dwóch chłopaków około 16 lat. Kiedy
byli jakieś 6 stóp
od jeziorka Chris, Caroline i Megan podeszli do
niego ,aby coś sprawdzić jednak Lily zamarznięta na kość postanowiła nie
ruszać się z miejsca. Wtedy usłyszała strzęp rozmowy owych dwóch chłopców
-Heh dziś pełnia szkoda, że nie ma nas w Hogwarcie.
-Taa tęsknie za wyprawami.
-No, ale biedny Luniaczek, żeby tak w Boże Narodzenie.
-Noo. Pewnie siedzi teraz w pokoju i się zamartwia nocą.
-Haha biednyyy…
-Ej choć do nas!- zawołała Caroline na co rozmowa dwóch chłopców
ucichła. Lily domyśliła się już kto to może być i dobrze wiedziała, że jak się
odezwie to ją rozpoznają. Machała głową w prawo i w lewo na znak, że nie chce.
Niestety Caroline nie domyśliła się o co jej chodzi, więc ponownie krzyknęła.
-No chodź, a nie machasz głową!
-Nie chcę!- krzyknęła Lily
-Lily to Ty?! Co Ty tu robisz?- zapytał chłopiec po prawej, który
okazał się być Jamesem Potterem
-Kurde po co ja to powiedziałam!- pomyślała po czym rzekła
głośno-A wy?
-Pierwszy zapytał- rzekła drugi, który jak się okazało był Syriusz
Black
-Przyjechałam odwiedzić Caroline, a wy?- odpowiedziała i ponownie
zapytała Lily
-Ja tu mieszkam, a Syriusz jest u mnie na Boże
Narodzenie.-odpowiedział James
-Z kim rozmawiasz?- zapytał Chris po czym cała trójka podeszła
-Och! To huncwoci!- zapiszczała Megan
-Chyba chciałaś powiedzieć palanty!- poprawiła Lily Megan
-Och to są Ci dwaj co mnie z nimi poznałaś na King’s Cross. To
znaczy przedstawiłaś ich jako głupki.- rzekła Caroline
-Tak to oni.- powiedział przez zaciśnięte zęby Lily
Po tym słowie Lily oberwała w twarz śnieżką ciśniętą przez
Syriusza.
-Za co?- zapytała
-A no za to!- odpowiedział Syriusz
-Och to wy powinniście dostać za waszą arogancję, pewność siebie,
nonszalanckość, miotanie za… tym czymś we wszystkich i wyżywanie się na
niewinnych osobach!- wykrzykiwała Lily mszcząc się na biednej kulce śniegu po
czym również cisnęła nią w oby dwóch. Po tym fakcie rozgorzała bitwa James
Potter i Syriusz Black naprzeciw Lily Evans. Po około 10 minutach Lily cała we
śniegu krzyknęła
-Może byście mi pomogli, a nie stoicie jak takie kołki?
-Ej to nie fair 4 na 2!- krzyknął James
-A dwóch na jedną to fair?- zapytała Lily
-Ech no dobra, ale każdy na każdego. Ok.?- zapytał Potter
-Skoro tak chcesz!- krzyknęła Evans po czym jej kulka śniegu o cal
minęła James’a.
Bitwa trwała dobre
40 minut. W tym czasie Lily zauważyła jak Syriusz wyciąga różdżkę i natychmiast
zareagowała. Odciągnęła oby dwóch na bok i sama wyciągnęła różdżkę.
-Nie możemy używać czarów poza szkołą, a co dopiero w obecności
mugoli!- mówiła pół głosem Lily
-A kto tu mówi o czarach?- zapytał również pół głosem Syriusz
-Widziałam jak wyciągaliście różdżkę!- prawie krzyknęła Lily
-A Ty to co wyjątek?- zapytał Potter
-Musiałam wam czymś grozić.-powiedziała Lily po czym schowała
różdżkę i przyłączyła się do dalszej walki. Nie minęło nawet 15 minut a
Caroline zauważyła jak różdżka wypada jej z kieszeni.
-Lily dlaczego nosisz patyk w kieszenie?- zapytała ze zdziwienie i
podała go Lily
-No wiesz…-Już miała schować do kieszeni kiedy niespodziewanie i
niechcący wpadła na nią Megan przez co upadła z różdżką w ręku robiąc dziwny
gest nią do góry. Po chwili na jasnym niebie pojawiły się czarne plamy
zbliżające się do nich. Po czym okrążyło ich tłum ludzi w maskach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz