sobota, 30 listopada 2013

ROZDZIAŁ IX- " W dolinie Godryka Gryffindora"

Dzień przed Bożym Narodzeniem po Lily około godziny 12 przyjechał tata Caroline pod jej dom. Podróż trwała 35 min. Gdy wysiadła z samochodu dech zaprał jej w piersiach. Widok był przepiękny. Typowa wioska pokryta kołderką ze śniegu. Cudowne uczucie. Gdy weszła do domu, Caroline rzuciła jej się na szyję po czym oprowadziła po domu. Dom był średnich rozmiarów. Miał 4 pokoje, kuchnie i 2 łazienki na każdym piętrze. Pokój przyjaciółki mieścił się na 1 piętrze, tuż obok schodów. Gdy do niego weszła zobaczyła pokój o jakim śniła przez wiele lat przed hogwartem.
-Wow! Caroline o takim marzyłyśmy tylko, że miał być różowy a nie niebieski.
-Wiem czy to nie jest cudowne?- zapytała Caroline
-Jest.- zgodziła się Lily
-Może oprowadzę Cię po okolicy dopóki nie jest jeszcze ciemno?- zaproponowała przyjaciółka
-Okej.- ponownie zgodziła się rudo włosa
         Po drodze przyjaciółki dużo sobie poopowiadały co robiły w czasie tych 5 lat (Lily bardzo często naginała prawdę) i wspominały różne wspólne przeżycia. Po 20 minutach obie stwierdziły, że pójdą odwiedzić Chrisa. Gdy doszły do jego domu i zapukały otworzyła im jakaś jedenastoletnia dziewczynka z długimi blond włosami i niebieskimi oczami. Pierwszą ujrzała Caroline więc zawołała
-Chris! Chodź Caroline przyszła!
Następnie jej wzrok powędrowała na Lily. Prze parę sekund bacznie jej się przyglądała po czym stwierdziła
-Ja Cię skądś kojarzę.
-Ja też Ciebie skądś kojarzę. Tylko skąd? –zapytała Lily
-Pewnie się już widziałyście kiedy chodziłaś z Chrisem, a teraz tego nie pamiętacie.-zaproponowała Caroline
-Nie to nie o to chodzi.- rzekły obie dziewczyny
Po dłuższej chwili jedenastolatka zawołała.
-Już wiem! To Ciebie zaatakował wilkołak i to Ty nakrzyczałaś na Mary tak?
-Tak! To ty byłaś tą blondwłosą pierwszoklasistką która zapytała jak to się stało, że trafiłam do skrzydła szpitalnego.- oznajmiła Lily
-Tak!- odpowiedziała jedenastolatka choć nie zadano pytania
-O czym wy do jasnej ciasnej mówicie?- zapytała Caroline
-O niczym. Naprawdę o niczym-odpowiedziały jednocześnie dwie dziewczyny
W tym momencie w drzwiach stanął Chris. Tak samo jak Caroline nie wiele się zmienił od tamtego czasu włosy dalej jasne miał jak słońce, może nie co dłuższe. Oczy dalej niebieskie jak woda w stawie i nos dalej haczkowaty. Podobnie jak jego siostra najpierw zauważył Caroline. Wyściskał i ucałował ją po czym spojrzał na Lily. Oczy z wrażenie wyszły na wierzch.
-Lily! To na serio Ty?!- zapytał z niedowierzaniem Chris
-Tak to ja! Hej!- przywitała się Lily
-Cześć! O! Poznaj moją siostrę Megan Lily, Lily Megan.
-Spoko my się już znamy.
-Jak to?
-Och! Lily też chodzi do Hogwartu!- zapiszczała Megan
-Serio?! To dlatego nie wróciłaś do gimnazjum! Wiedziałem!- wykrzykiwał Chris
-Jesteście dziwni!- oznajmiła Caroline po czym dodała-Może się przejdziemy?
-No spoko.-przytaknęli w troje
-Magan! Ty nie idziesz!- stwierdził stanowczo Chris
-Ale Chris rodziców nie ma a miałeś się mną zajmować!- powiedziała szyderczym głosem Megan
-Ej to szantaż!
-Może…
-Magan przecież masz już 11 lat możesz już chyba zostawać sama w domu nie?
-Oj no proszę Chris! Za tydzień znów wyjadę!
-Nie i koniec kropka!
-Och no weź ją. Jak wy się będziecie obściskiwać to ja przynajmniej będę miała towarzyszkę.-powiedziała Lily
-Eh…no dobra Megan ubieraj się, ale tylko dlatego, że dawno Cię nie widziałem Lily to ulegam.-rzekł Chris z uśmiechem
         Widok podczas spaceru był cudowny wszędzie świąteczne ozdoby wisiały co dawało miły nastrój świąt. Po prostu ciepło robiło się w sercu. Za każdym razem gdy mijali jemiołę Chris i Caroline się całowali. Lily już o wiele lepiej to znosiła, ba nawet się już przyzwyczaiła. Jednak już za 10 razem stawało się to irytujące, więc wtedy rozmawiała z Megan o Hogwarcie. Po około pół godziny doszli do niewielkiego jeziorka niedaleko cmentarza. Przy nim siedziało dwóch chłopaków około 16 lat. Kiedy byli jakieś 6 stóp od jeziorka Chris, Caroline i Megan podeszli do  niego ,aby coś sprawdzić jednak Lily zamarznięta na kość postanowiła nie ruszać się z miejsca. Wtedy usłyszała strzęp rozmowy owych dwóch chłopców
-Heh dziś pełnia szkoda, że nie ma nas w Hogwarcie.
-Taa tęsknie za wyprawami.
-No, ale biedny Luniaczek, żeby tak w Boże Narodzenie.
-Noo. Pewnie siedzi teraz w pokoju i się zamartwia nocą.
-Haha biednyyy…
-Ej choć do nas!- zawołała Caroline na co rozmowa dwóch chłopców ucichła. Lily domyśliła się już kto to może być i dobrze wiedziała, że jak się odezwie to ją rozpoznają. Machała głową w prawo i w lewo na znak, że nie chce. Niestety Caroline nie domyśliła się o co jej chodzi, więc ponownie krzyknęła.
-No chodź, a nie machasz głową!
-Nie chcę!- krzyknęła Lily
-Lily to Ty?! Co Ty tu robisz?- zapytał chłopiec po prawej, który okazał się być Jamesem Potterem
-Kurde po co ja to powiedziałam!- pomyślała po czym rzekła głośno-A wy?
-Pierwszy zapytał- rzekła drugi, który jak się okazało był Syriusz Black
-Przyjechałam odwiedzić Caroline, a wy?- odpowiedziała i ponownie zapytała Lily
-Ja tu mieszkam, a Syriusz jest u mnie na Boże Narodzenie.-odpowiedział James
-Z kim rozmawiasz?- zapytał Chris po czym cała trójka podeszła
-Och! To huncwoci!- zapiszczała Megan
-Chyba chciałaś powiedzieć palanty!- poprawiła Lily Megan
-Och to są Ci dwaj co mnie z nimi poznałaś na King’s Cross. To znaczy przedstawiłaś ich jako głupki.- rzekła Caroline
-Tak to oni.- powiedział przez zaciśnięte zęby Lily
Po tym słowie Lily oberwała w twarz śnieżką ciśniętą przez Syriusza.
-Za co?- zapytała
-A no za to!- odpowiedział Syriusz
-Och to wy powinniście dostać za waszą arogancję, pewność siebie, nonszalanckość, miotanie za… tym czymś we wszystkich i wyżywanie się na niewinnych osobach!- wykrzykiwała Lily mszcząc się na biednej kulce śniegu po czym również cisnęła nią w oby dwóch. Po tym fakcie rozgorzała bitwa James Potter i Syriusz Black naprzeciw Lily Evans. Po około 10 minutach Lily cała we śniegu krzyknęła
-Może byście mi pomogli, a nie stoicie jak takie kołki?
-Ej to nie fair 4 na 2!- krzyknął James
-A dwóch na jedną to fair?- zapytała Lily
-Ech no dobra, ale każdy na każdego. Ok.?- zapytał Potter
-Skoro tak chcesz!- krzyknęła Evans po czym jej kulka śniegu o cal minęła James’a.
         Bitwa trwała dobre 40 minut. W tym czasie Lily zauważyła jak Syriusz wyciąga różdżkę i natychmiast zareagowała. Odciągnęła oby dwóch na bok i sama wyciągnęła różdżkę.
-Nie możemy używać czarów poza szkołą, a co dopiero w obecności mugoli!- mówiła pół głosem Lily
-A kto tu mówi o czarach?- zapytał również pół głosem Syriusz
-Widziałam jak wyciągaliście różdżkę!- prawie krzyknęła Lily
-A Ty to co wyjątek?- zapytał Potter
-Musiałam wam czymś grozić.-powiedziała Lily po czym schowała różdżkę i przyłączyła się do dalszej walki. Nie minęło nawet 15 minut a Caroline zauważyła jak różdżka wypada jej z kieszeni.
-Lily dlaczego nosisz patyk w kieszenie?- zapytała ze zdziwienie i podała go Lily

-No wiesz…-Już miała schować do kieszeni kiedy niespodziewanie i niechcący wpadła na nią Megan przez co upadła z różdżką w ręku robiąc dziwny gest nią do góry. Po chwili na jasnym niebie pojawiły się czarne plamy zbliżające się do nich. Po czym okrążyło ich tłum ludzi w maskach. 

niedziela, 24 listopada 2013

ROZDZIAŁ VIII- "Spotkanie po latach"

Zbliżało się Boże Narodzenie. Lily i Mary pogodziły się dopiero tydzień temu w Hogsmade. Jak co roku dziewczyny jechały na okres świąt do swych rodzin więc się nie widziały. W tym roku 1 semestr kończył się 20.12. W ten dzień obie dziewczyny przeszły przez magiczną barierkę i wyściskały się na pożegnanie. Gdy Lily poszła szukać swoich rodziców nagle za jej pleców usłyszała krzyk:
-LILY!
Natychmiast się obróciła i ujrzała osobę, której się tutaj nigdy nie spodziewała. Za nią stała jej przyjaciółka z mugolskiej podstawówki! Od tamtego czasu nie wiele się zmieniła nadal miała kręcone, kasztanowe włosy, oczy błękitne, a usta małe.
-CAROLINE! O jejciu!
Obie dziewczyny wyściskały się tak mocno, że żebra są jeszcze całe to cud.
-Co Ty tu robisz?- zapytały obie w tym samym momencie
-Ok. Mów pierwsza.-znów powiedziały obie
-Nie Ty pierwsza.-po raz kolejny rzekły razem a potem wybuchły śmiechem.
-Okej zacznę, otóż jestem tu, bo moja ciotka przyjeżdża z Norwegii do nas, do Londynu. Powinna być za jakieś 10 minut, a Ty?- zapytała Caroline
- Ja właśnie przyjechałam na święta ze szkoły.- odpowiedziała Lily
-No właśnie! Co się z Tobą działo? Miałyśmy iść razem gimnazjum! Gdzie teraz jesteś w szkole? Petunia mówi, że jesteś w wariatkowie!- wykrzykiwała Caroline
-Miła siostra. Jestem….em…w szkole z internatem poza Londynem. To była spontaniczna decyzja rodziców no i wiesz nie miałam jak Ci powiedzieć.-rzekła Lily
-To dlaczego Tunia tam nie poszła?- zapytała Caroline
-No bo wiesz….em…ona…eee
-Ej Evans! Nie przedstawisz nam koleżaneczki?- wybawił ją krzykiem James
-Och przedstawię! Caroline głupek numer jeden, Caroline głupek numer dwa.- odpowiedziała z przekąsem Lily
-Głupki? Oni nie mają imion? Lily zmieniłaś się.-Stwierdziła Caroline i uśmiechnęła się
-Tiaaa…ale ja tylko ich tak nazywam, bo są największymi w świecie palantami!- rzekła Lily
-Wyczuwam miłość.- stwierdziła Caroline po czym obie wybuchły śmiechem
-Ta… tak samo jak z Chris’em w 6 klasie nie?- zapytała Lily po czym po raz kolejny wybuchła śmiechem, a Caroline jakby zmarkotniała.
-No widzisz….eee….nie będziesz zła jak Ci to powiem? -zapytał nie zbyt pewnie Caroline
-Nie, a co?- odpowiedziała rudo włosa
-No, bo widzisz ja z nim teraz chodzę.- oznajmiła nadal nie pewnie Caroline. Przez chwilę coś Lily zakuło w brzuchu, lecz po chwili pomyślała
-Kiedy byliśmy parą mieliśmy po 10 lat. Co to za romans w wieku 10 lat?!
-Nie, nie jestem zła. Naprawdę. Kurczę, gratuluję!- rzekła Lily
-Ach, to dobrze ulżyło mi. Heh chcesz do mnie wpaść? No nie wiem może 24.12 dzień przed Bożym Narodzeniem?- zapytała wymijająco Caroline
-Ok. Mieszkasz tam gdzie wtedy?
-Och nie! Rok temu przeprowadziłam się do Doliny Godryka. Godryka Gryffindora, choć nie wiem czym on zasłużył, by nazywać tym dolinę.
W tym momencie oczy Lily wybałuszyły, a na twarzy pojawił się lekko uśmiech.
-Taa ja też nie wiem. A wy czego się śmiejecie?- zapytała Jamesa i Syriusza, którzy w tej chwili chichotali.
-Nic Evans naprawdę nic. A tak w ogóle to skąd wy się znacie?- zapytał Syriusz szybko zmieniając temat
-Z podstawówki. Byłyśmy i nadal jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami.-odpowiedziała Lily
-Podstawówka….hm…co to?- zapytał James
-Eee Lily dlaczego oni nie wiedzą co to podstawówka?- zapytałą lekko przerażona Caroline
-Och, oni żartują.- odpowiedziała z lekkim przerażeniem Lily
-Nie nie żartujemy. Evans przecież dobrze wiesz, że my niektórych pojęć nie wiemy.-odpowiedział szczerze James
-No bo widzisz Caroline Black i Potter to tacy….żartwonisie.- powiedziała z trudem Evans
-Ruda!- krzyknął Syriusz, który dobrze wiedział, że takie coś doprowadza  za każdym razem Lily do wściekłości.
-Och podstawówka to mugolska szkoła przed gimnazjum, a gimnazjum to taki mugolski Hogwart!- krzyknęła w złości Lily
-Mugolska? Hogwart? Kurde mówisz jak Chris.- stwierdziła Caroline
-Skąd Chris zna znaczenie tych słów?- zapytała Lily
-No, mówił mi to w te wakacje cały był szczęśliwy, bo jego siostra okazała się być czarownicą. Powiedział, że sam żałuje że jest mugolem i że nie może jechać do Hogwartu. Byłam pewna, że to żart aż do teraz gdy użyłaś tych dwóch słów.  
-Em…czekaj, czekaj jego siostra to Megan. Megan Stewart nie kojarze żadnej. A wy?- zapytała Jamesa i Syriusza
-My też nie, ale wiesz to pierwsza klasa.-wytłumaczył Potter
-No w sumie…-przyznała Lily
W tym momencie Caroline zaczęła wołać jej mama.
-Caroline chodź ciocia już przyjechała! No chodź! Z kim Ty tam rozmawiasz?
-Mamo! Zobacz kogo spotkałam!- krzyknęła Caroline
-Dzień dobry pani Walker!- przywitała się Lily
-Ojejciu! Lily kochanie cześć!- rzekła pani Walker
-Mamo może do nas przyjechać Lily 24.12?-zapytała córka matkę?
-No pewnie Paul przyjedzie po Lily. Privet Driver 4 tak?- zapytała mama Caroline
-Tak.-odpowiedziała Lily
-Dobrze! To do zobaczenia Lily! Godzina 12 pasuję?- pożegnała się pani Walker
-No pewnie! Do widzenia! Już się nie mogę do czekać!- powiedziała Lily
-Ja też! Pa!- rzekła Caroline

-Pa!- krzyknęła Evans

czwartek, 21 listopada 2013

Brak posta w sobotę :(

UWAGA! UWAGA! Niestety po raz kolejny nie mogę umieścić posta w sobotę (23.11.13) :( Z tego powodu rozdział VIII pojawi się w niedzielę (24.11.13) Jak na razie nie przewiduję innych zmian lecz to może ulegnąć zmianie :) Papa! 

sobota, 16 listopada 2013

ROZDZIAŁ VII- "Tajemnice Huncwotów"

Lily Evans wyszła ze skrzydła szpitalnego dopiero w Noc Duchów i na dodatek pani Pomfrey  po długich namowach wypuściła ją dopiero na ucztę! Gdy weszła do pokoju wspólnego był tłum. Pomimo tego Mary i tak ją zauważyła. Podbiegła do niej, gdy tylko przeszła przez dziurę w portrecie i wyściskała ją bardzo mocno.
-LILY!- krzyknęła Macdonald
-MARY!…MARY! Zaraz znowu zemdleje jak mnie nie puścisz!- krzyknęła Lily
-Okej, okej!- powiedziała Mary z promiennym uśmiechem na twarzy
-Hej Lily! Jak tam?- zapytała Cadrleen
-Spoko!- rzekła Evans
-Jak to się stało, że trafiłaś do skrzydła szpitalnego?- zapytała jakaś pierwszoklasistka z blond włosami
-Nie ważne!- rzekła Lily
-Och! Została napadnięta przez wilkołaka!- wykrzyknęła Mary
W tym momencie padły zduszone okrzyki i wokół Lily, Mary, Cadrleen i blondwłosej pierwszoklasistki zebrał się cały tłum.
-I jak było?- zapytał jakiś chłopak z 3 klasy
-Och! To musiało być straszne- pisnęła dziewczynka z 2 klasy
-Jakim zaklęciem go powaliłaś?- zapytał chłopak z 7 klasy
-Nie ważne dajcie mi spokój!- krzyknęła Lily
-Och nie bądź taka skromna zaatakował ją wilkołak sama widziałam!- krzyknęła Mary
-Nie prawda!
-Widziałam to!
-Jak mogłaś to widzieć skoro stchórzyłaś!- Lily nie wiedziała co ją pchnęło by to powiedzieć, ale potem bardzo tego żałowała.
-Nie Mary to nie tak czekaj!- zawołała Lily i pobiegła za przyjaciółką
-Lily możemy pogadać-zagadnął Lupin
-Nie teraz! Mary czekaj!- krzyknęła Lily
-Och Remus to nie tak się robi. Drętwota! Okej Wingardium Leviosa!-wrzasnął Syriusz po czym Lily przestała się ruszać runęła na podłogę i poleciała w powietrze.-Ok.! To do naszego dormitorium.
         Po paru minutach cała piątka znalazła się w dormitorium chłopców z piątej klasy. Lily odzyskała już czucie w palcach i gdy chciała wybiec do Mary Syriusz i James zasłonili wyjście.
-Okej! Pamiętasz naszą rozmowę w skrzydle szpitalnym?- zapytał Ramus
-Tak.- odparła szybko Lily
-No…to mówiłem Ci, że skoro znasz już mój sekret czas byś poznała też ich sekret. Tylko, że nie powiesz o tym nikomu! A w szczególności nauczycielom!- mówił dalej spokojnie Lupin
-Ja jestem za Przysięgą Wieczystą!- wykrzyknął Syriusz
-Nie będziemy robić Przysięgi Wieczystej! Możemy jej zaufać naprawdę. Przecież sami słyszeliście co mówiła tam na dole pokłóciła się z przyjaciółką by chronić moją skórę!
-Jak sobie chcesz, ale jak wywalą nas ze szkoły to zgadnij kogo będę obwiniać. Tak brawo Ciebie i Evans.- rzekł z przekąsem Black
-Nie wywalą, bo nie powie. Prawda?- zapytał Remus
-Prawda.- odpowiedziała Lily
-Okej to tak. Pamiętasz jak mnie zapytałaś na meczu skąd się wzięły nasze przezwiska?- zapytał Lupin
-Tak –rzekła Lily
-Otóż to nie są przypadkowe słowa… Huh przedstawiam Ci Glizdogona-  w tym momencie Peter Pettigrew zamienił się w szczura- Rogacza-James Potter w jelenia z czymś złotym na  jednym z rogu- i Łapę. Teraz powinno się coś stać z Syriuszem lecz to nie zadziałało-Syriusz dlaczego się nie zmieniłeś?- zapytał Lupin
-Bo jej nie ufam!- wykrzyknął Black. W tym momencie jeleń zaczął dźgać Syriusz swymi rogami (wtedy Lily zrozumiała,że to złote coś jest na ścienie) i ten z naburmuszoną minął zamienił się w wielkiego czarnego psa.
- To Ty mnie uratowałeś. Ty byłeś tym wielkim czarnym czymś. Dzięki.- rzekła Lily
W tej chwili z postaci jelenia powstał James i zapytał:
-A ja to co?
-Nie skomentuję.-rzekła Lily i wyszła do pokoju wspólnego. Jak tam doszła zauważyła, że nikogo tam nie było.
-Pewnie są na uczcie-pomyślała Lily i poszła do swojego dormitorium.

Tam również nikogo nie zastała. Poszła na swoje łóżko i spojrzała na łóżko Mary. Na samą myśl zrobiło jej się smutno, wzięła kartkę koloru fioletowego i napisała list przepraszający po czym położyła go na jej łóżku.

środa, 13 listopada 2013

ROZDZIAŁ VI- "W skrzydle szpitalnym"

Lily Evans obudziła się dopiero 3 dni przed świętem Duchów, czyli 4 dni po incydencie. Gdy otworzyła oczy zobaczyła w oknie, że słońce dopiero co wstało czyli, że jest jakaś 7-8 godzina. Usiadła na łóżku i zobaczyła obok siebie na nocnym stoliczku 3 kartki i jedno pudełko czekoladowych żab. Pierwsza kartka była koloru różowego i gdy wzięła ją do ręki od razu poznała pismo Mary:
Droga Lily!
Smutno mi tu bez Ciebie. Bardzo się martwię.
Przepraszam, że wtedy uciekłam, ale byłam pewna, że biegniesz za mną.
Zobaczyłam, że Cię nie ma dopiero w Wieży Gryffindoru.
Od razu pobiegłam na dół. Gdy nagle zobaczyłam, że James niesie Cię nie przytomną o mało sama nie zemdlałam. Dorces i Cadrleen też się bardzo martwią, ale myślę że bardziej chodzi im o notatki które zazwyczaj im pożyczałaś niż o Twoje zdrowie J
Wracaj do nas!
Twoja oddana przyjaciółka
Mary
P.S To ode mnie ta czekoladowa żaba. Smacznego J.
Druga kartka była dość krótka, a do tego napisana na pogiętym pergaminie lekko ubrudzonym masłem. Był na niej taki tekst:
Lily!
Czy ty kiedykolwiek nauczysz się, ze warto mnie słuchać?
James <3
P.S Jak wyjdziesz, ze szpitala to umówisz się  ze mną?
Trzecia była, koloru błękitnego. Jak ją otworzyła zobaczyła tylko jeden wyraz, nawet nigdzie nie było podpisu. Widniało tylko to jedno słowo:
Przepraszam
-Hmm…ciekawe od kogo ta kartka.-pomyślała Lily po czym sięgnęła po pudełko z czekoladową żabą. Już miała ją prawie w buzi gdy usłyszała głos pani Pomfrey
-Kochaneczko! Ja rozumiem, że czekoladka jest dobra na zasłabnięcia, ale poczekaj do śniadania będzie za pół godzinki. Tak więc zapakuj ją powrotem.
-Dobrze-rzekła Lily i posłusznie wykonała zadanie
-Tak w ogóle to dawno się obudziłaś?- zapytała pielęgniarka
-Nie jakieś 5-10 minut temu.- odpowiedziała Evans
-Rozumiem. Widać, że rękami już możesz ruszać. To dobrze, bo ponoć przed zasłabnięciem nie mogłaś. To prawda?- zapytała Poopy
-Tak.-odpowiedziała krótko rudo włosa
-Yhm czyli mój eliksir jednak nie poszedł na marne to dobrze. Teraz odpocznij, bo po śniadaniu przyjdzie do Ciebie dyrektor kazał powiedzieć kiedy się obudzisz.-rzekła pielęgniarka
-Dlaczego przyjdzie do mnie dyrektor?- zapytała z lekkim przerażeniem Lily
-Szczerze to nie wiem, ale nie przejmuj się na pewno Cię teraz nie wywali jakby już miał to zrobić choć w to wątpie to raczej zrobi to jak wyzdrowiejesz.-pocieszyła pani Pomfrey i odeszła do swojego gabinetu.
         Tak jak powiedziała szkolna pielęgniarka tak się stało tuż po śniadaniu do skrzydła szpitalnego wtargnął sam Albus Dumbledore. Miał jak zwykle tą samą szatę lekko posiwiałe włosy oraz brodę i wyglądał z nad swych okularów-połówek. Na twarzy gościł promienny, szeroki uśmiech. Lily z nie pewną miną też odwzajemniła ten uśmiech. Dyrektor podszedł do jej łóżka, wyczarował krzesło i usiadł na nim po czym zapytał:
-Jak się czujesz Lily?
-W miarę dobrze.- odpowiedziała nadal nie pewnie Evans
-Otóż chciałbym z Tobą pomówić o pewnej rzeczy, która wydarzyła się nocą 4 dni temu. Z tego co wiem to napadł Cię wilkołak tak?
-Tak
-Dobrze, to znaczy nie dobrze nie ważne wróćmy do tematu jak do tego doszło, że byłaś na błoniach po zmierzchu?
-Jak wychodziłam było jeszcze w miarę jasno.
-Okej, ale zadałem inne pytanie.
-Noo-tu się zawahała nie chciała wkopywać swej najlepszej przyjaciółki, a też nie chciała skłamać dyrektora po dłuższym namyśle wybrała jednak tą drugą opcję i opowiedziała całą historię
-Hoho! Trochę się rozwinęłaś, a ja pytałem tylko dlaczego byłaś na błoniach? Wyobraziłem sobie tego jelenia to musiało być śmieszne, gdyby nie całe to zagrożenie. Otóż jest pewna osoba, która chce Ci wszystko to wytłumaczyć, ale pod jednym warunkiem. Nikomu nie piśniesz ani słowa. Dobrze?
-Dobrze.
-No mam Twoje słowo Lily Evans.- rzekła Dumbledore i puścił do niej oko- Poppy wprowadź chłopca, który stoi za drzwiami
-Dobrze tylko za długo nie siedźcie, bo ta dziewczyna potrzebuje odpoczynku!
Przez chwilę bała się, że to Potter stoi za tymi drzwiami. Jednak okazało się, że po chwili do skrzydła szpitalnego nie wszedł James ,a zrobił to Remus. Remus Lupin.
-Panna Lily obiecała, że nikomu nie powie nawet swej najlepszej przyjaciółce. No to teraz zostawiam Was samych. Do widzenia Poppy!
-Do widzenia Albusie!
-To co chcesz mi powiedzieć?- zapytała oszołomiona Lily
-Ehh…że p-przepraszam.- odpowiedział lekko jąkając się Lupin
-Za co?- zapytała zaciekawiona Evans
-Za to…że…eh…p-przez ze mnie tu trafiłaś.-powiedział jak najszybciej Remus.
-Nie, nie przez Ciebie przez wilkołaka i po części Pottera.-odpowiedziała Lily
-No właśnie czyli przez ze mnie.
-Nadal nie rozumiem
-Eh…no ten…jestem wilkołakiem.
-CO? Ty chyba żartujesz!
-Chciałbym, żeby tak było. No to ja już może pójdę
-Nie czekaj! Czyli o tym była mowa podczas meczu Qudditcha tak? To Ty czekałeś na końcu tunelu gdy Severus tam wszedł tak?
-Tak.
-Och dobra to, że jesteś wilkołakim to nie jestem zła na Ciebie ani od Ciebie się nie chcę odsunać, ale żeby zrobić takie świństwo Severusowi? Czytałam o wilkołakach i wiem, że podczas pełni  nie panujesz nad sobą, ale chyba poza nią byś mógł powstrzymać Syriusza nie?
-Ja nic nie wiedziałem o tym. Dowiedziałem się dopiero po pełni. Tak samo jak z Tobą James i Syriusz mi mówili co się tam stało.
-Skąd wiedział o tym Syriusz skoro go tam nie było?
-Eh…skoro znasz mój sekret czas byś poznała też ich nie wiem kiedy wyjdziesz ze szpitala ,ale jak to zrobisz to zgłoś się do nas a my Ci coś pokażemy okej?
-No nie wiem czy mogę zaufać. To znaczy tobie tak ufam, ale im nie w szczególności Potterowi, a na drugim miejscu Blackowi.
-Okej to ja już idę na transmutację! Pa! I…dzięki, że mnie nie pobiłaś.
-Spoko! I nie martw się nikomu nie powiem nawet Mary.
Lupin uśmiechnął się i  wyszedł. Lily jeszcze nigdy nie udało się tak dobrze rozmawiać z którymś z huncwotów. Co prawda zawsze z nich 4 najbardziej szanowała Lupina, ale jakiś większych kontaktów z nim nie miała. Teraz zrozumiała to dlaczego został prefektem. Aby mieć oko na swoich przyjaciół. Zerknęła jeszcze raz na swoją etażerką ze swymi kartkami i wzięła błękitną po czym na dole dopisała:

Remus Lupin

wtorek, 12 listopada 2013

ROZDZIAŁ V-"U Hagrida" & przeprosiny

Na wstępię chciałabym was bardzo,ale to bardzo przeprosić,że bez żadnej zapowiedzi nie umieściłam żadnego posta w sobota. Spowodowane było to wycieczką w niedziele do Tropical Island gdzie musiałam wstać 4 (;\) i nie zdążyłam przez pakowanie umieścić. Jeszcze raz bardzo przepraszam i w ramach tych przeprosin jutro dodatkowy post ;-) Miłego czytania! Enjoy!
_________________________________________________________________________________
Wieczorem tego samego dnia Lily, wraz z Mary odrabiały lekcje w pokoju wspólnym Gryffindoru przy stoliku stojącym tuż przed dziurą w portrecie. Gdy już kończyły długie wypracowanie dla Slughorna o eliksirze miłosnym, Lily zauważyła, że przez „wyjście” właśnie wychodzili Lupin, Pettigrew, Black i Potter. Natychmiast wstała i ich zatrzymała.
-Gdzie wy idziecie ?-zapytała Lily z nutą przerażenia w głosie
-Nie Twój interes Evans!- krzyknął Syriusz
-Tylko mi nie mówcie, że idziecie śledzić Sami-Wiecie-Kogo…Remus gdzie wy idziecie?- zapytała jeszcze bardziej przerażona Lily
-Oo! Czyżby Evans nagle zaczął obchodzić nasz los?- zapytał drwiąco James. Rudo włosa zignorowała to i ponownie zapytała
-Remus gdzie wy idziecie?
-Przykro mi Lily, ale nie możemy Ci powiedzieć. To strasznie ważne.- rzekł Lupin i cała czwórka przepchnęła się przez Evans i odeszła.
Lily wróciła do stolika, gdzie zastała uradowaną Mary.
-Skończyłam!- oznajmiła
-Cieszę się.- odpowiedziała bez zmyślnie Lily
-Co Ci trapi?- zapytała przyjaciółka
-Nic.- skłamała rudo włosa
-Widzę, że coś Ci jest. Dobra co nam jeszcze zostało?- zapytała zmieniając temat Macdonald
-Emm…została nam jeszcze opieka nad magicznymi stworzeniami i zaklęcia.- rzekła Lily
-To może ONMS?- zapytała Mary
-Co? –zdziwiła się Evans
-Opieka nad magicznymi stworzeniami.- wyjaśniła przyjaciółka
-Aha…No dobra.- zgodziła się Lily
Gdy wyjmowała książkę i pergamin usłyszała krzyki Mary.
-O nie! Moją książkę zostawiłam u Hagrida.
-Dlaczego byłaś u Hagrida i zostawiłaś tam tą książkę?- zapytała Lily
-No wiesz…Hagrid lubi zwierzątka.-rzekła Mary
-Ehh…dobra jeszcze mamy 40 minut do 21 więc chodźmy.… Kurde co ja powiedziałam przecież Sam-Wiesz-Kto pląta się po Hogwarcie!-krzyknęła Evans
 -Spokojnie, do Hagrida mamy jakieś 7 minut drogi, a on nas chyba ochroni nie?- zapytała przekonując przyjaciółkę Mary
-No…eh…dobra.-zgodziła się nie chętnie Lily
         Po około 25 minut obie dziewczyny wyszły z chatki Hagrida w znakomitym nastroju śmiejąc się co chwilę.  Gdy zmierzały w stronę zamku Mary zauważyła, że coś porusza się po Zakazanym Lesie.
-Lily! Co tam jest?- zapytała Mary wskazując palcem na Zakazany Las
-Nie wiem a jak to Sam-Wiesz-Kto?- zapytała z przerażeniem
-N-Nie wiem m-mam nadzie-eję,że t-to jed-dnak nie on-n.- powiedziała jąkając się Macdonald
Obie dziewczyny przytuliły się do siebie i wpatrywały w punkt w Zakazanym Lesie.
-Mary to coś się do nas zbliża!- krzyknęła Lily
-Wiem co to jest! TO WILKOŁAK!- krzyknęła Mary
-CO?
-WIEJMY! TERAZ! AAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!
-Hej czekaj patrz tam też jest jeleń i pies. Co robi ten jeleń…czy on skacze na tego wilkołaka?- zapytała z niedowierzaniem przyjaciółkę Lily. Gdy spojrzała w bok uświadomiła sobie, że jej już nie ma. Ogarnęła ją panika! Nagle poczuła ciepły oddech na karku. Obróciła się i ujrzała WILKOŁAKA!
-AAAAAAAAAA! POMOCY! AAAAAAAAAAA! –wrzeszczała w wniebogłosy Lily. Nagle wilkołak skoczył na nią. Z przerażenia zamknęła oczy. Czuła ciężkie pazury wbijające jej się do obu ramion oraz ślinę na brodzie. Otworzyła oczy. Zobaczyła przed sobą straszny ryjek z wielkimi zębami i oczy z nienormalnie powiększonymi źrenicami. Zaczęła wić się jak opętana by uwolnić się z pod dwóch łap, lecz to na nic. Wołała o pomoc lecz tu też robiła to na marne.
-Zaraz umrę, albo stanę się wilkołakiem. Nie wiem co gorsze. Chyba śmierć.- pomyślała Lily . Nagle coś czarnego i dużego skoczyła na wilkołaka  i odciągnęło jego od niej. Próbowała wstać lecz ręce jej odmawiały. Po paru minutach zażartej walki pomiędzy czymś wielkim i czarnym (chyba to pies),a wilkołakiem stanęła nad nią postać z rozczochraną czupryną i podała jej rękę. Lily próbowała którąkolwiek podnieść lecz to jej nie wychodziło. Obcy najwyraźniej zauważył to bo podniósł ją i postawił na nogi. Dopiero w świetle pełni można było dostrzec, że to James Potter.
-Co Ty tu robisz?- zapytała Lily
-Chyba właśnie Ci ratuję życie- odrzekł z przekąsem James
-Nie powinieneś tu być. Ostrzegałam Cię!- krzyknęła Lily
-A Ty to specjalny wyjątek?- zapytał też podnosząc głos Potter
-Nie ja po prostu musiałam wyjść- rzekła Evans już trochę spokojniej
-My też!- prychnął James
-Dobra nie ważne! TU JEST WILKOŁAK!- wykrzyknęła Lily
-100 punktów za spostrzegawczość Evans! A teraz radzę Ci wiać!- poradził James
-A ty?
-Ja muszę tu chwilę zostać. Ty już idź!
-No a co z Tobą. Nie mówię, że mi na Tobie zależy, ale nie chcę żadnej śmierci.
-A szkoda, że Ci na mnie nie zależy, bo bym się z Tobą umówił, ale mniejsza o to WIEJ!
-NIE ROZKAZUJ MI!
-JA CI NIE ROZKAZUJĘ! TYLKO MÓWIĘ ŻEBYŚ JUŻ SOBIE POSZŁA BO JAKBY NIE PATRZEĆ WILKOŁAK JEST NA BŁONIACH!
-NO PRZECIEŻ WIDZĘ, ALE TY TEŻ MASZ IŚĆ!
-TERAZ TO JUŻ JEST TROCHĘ ZA PÓŹNO BO ZA TOBĄ JEST WILKOŁAK!
-CO?
I w tym momencie na Lily ponownie skoczył wilkołak, tyle że tym razem przygniatał jej plecy. Już prawie nie mogła oddychać przez nie go.

-Durny Potter! Przez tego głupka zaraz umrę!- pomyślała Lily po czym straciła świadomość.

środa, 6 listopada 2013

ROZDZIAŁ IV-"Historyjka Lily Evans"

     -Lily gadasz jak opętana!- rzekł Syriusz
-Tak to sprawcie w dziejach najczarniejszej magii!- prychnęła Evans i już miała odejść, gdy Syriusz krzyknął
-TY TO CZYTAŁAŚ? Rozumiem to, że czytasz książki, ale że takie?
-No jeju…wy nic nie rozumiecie!
-To może daj nam to zrozumieć?!
-Nie! Bo będziecie się na nim mścić!
-Czyli Smarkerus… i wszystko jasne…
-Nie…huh dobra powiem Wam, ale mnie wysłuchacie do końca i bez względu na to co powiem macie nie przezwać i dręczyć Severusa. Okej?
-Wiesz to nie jest takie łatwe…
-OKEJ?
-No dobrze, ale nie będziemy go dręczyć tylko z tego powodu. Okej?
-No……dobra.
-To gadaj Evans, gadaj.
-No…to tak trzeba zacząć od początku. Dosłownego początku czyli jeszcze przed Hogwartem. Wiecie urodziłam się u mugoli no i nie wiedziałam, że istnieje takie coś jak magia to było tylko w bajkach dla dzieci. Ja z moją siostrą Petunią bardzo się lubiłyśmy do czasu gdy nie zaczęły się ujawniać te magiczne zdolności. Była  zazdrosna, że w obliczu zagrożenie potrafiłam wybrnąć z tego bez żadnej blizny. Chociażby taka zwykła sytuacja z huśtawką.
-Co to huśtawka?
-Huh…huśtawka to takie drewno zawieszone na łańcuchach i dziecko mugoli siada sobie na nim i buja się o mniej więcej tak- w tym momencie pokazała ręką ruch huśtawki, a chłopacy zaczęli się śmiać- mniejsza o to raz moja dłoń ześlizgnęła mi się z tego łańcucha i mogłabym spać z jakiś 6 stóp no i rękę miałabym złamaną, a w świecie mugoli taka ręka „naprawia się” co najmniej sześć tygodni. I gdy tak sobie spadałam nagle parę centymetrów nad ziemią zatrzymałam się i miałam łagodny upadek. Tunia bardzo się o mnie martwiła, że coś mi się stało. Później robiłam to na okrągło, a ją zaczęło to strasznie wkurzać więc pomyślałam raz, że zerwie dla niej kwiatka a on zaczął sam otwierać się i zamykać ona się przeraziła  i od tej pory się nie nawiedzimy.
-Do czego prowadzi ta historyjka?- zapytał Syriusz
-Mieliście mi nie przerywać!- ryknęła Lily
-Przepraszamy!- powiedział z przekąsem Black
-No… to na czym skończyłam…a już wiem…no i wtedy za krzaków wyskoczył Severus opowiedział mi o tym, że to jest normalne i jestem czarownicą, a nie jakimś dziwadłem jak mówiła Petunia. Zaprzyjaźniliśmy opowiadał mi bardzo dużo o magii, ministerstwie, azkabanie, dementorach i ogólnie o całym tym świecie. Byłam bardzo ciekawa tego wszystkiego i zapytałam go czy nie ma przypadkiem jakiejś książki na ten temat on odpowiedział, że ma i to bardzo interesującą. Ucieszyłam się, ale jak zobaczyłam o czym opowiada ta książka przeraziłam się już nie chciałam jechać do Hogwartu wolałam być mugolem niż czarownicą. Sev powiedział mi, że to tak nie wygląda był bardzo miły, a nie miał dobrej sytuacji w domu.
-Wzruszające.- rzekł z ironią Black
-Wiedziałam, że nie weźmiecie tego poważnie, ale chociaż niech do Waszego ograniczonego mózgu dotrze to, że to nie jest błahostka kiedy Sam-Wiesz-Kto chodzi sobie po błoniach. Trzeba iść z tym do jakiegoś nauczyciela, albo nawet do samego Dumbledora!
-Ciebie chyba coś pogięło Evans nie idziemy do nikogo z nauczycieli i Ty też nie pójdziesz, bo jak to zrobisz nie masz łatwego życia przez najbliższe 3 lata, które mósimy spędzić w tej szkole. Tak w ogóle to mamy dziś w planach co innego bardziej ekscytującego. Chodźcie.- powiedział Syriusz i dał znak ręką, żeby już poszli
-Mam nadzieję tylko, że nie będziecie wystawiać karku Sami-Wiecie-Komu.- odpowiedziała Lily
-Spoko, zobaczy naszego Luniaczka to się przerazi.- i wybuchnął śmiechem podobnym do szczekania psa Syriusz
-Że co?

-Nic Lily… nic.-rzekł Lupin i wszyscy czworo odeszli

niedziela, 3 listopada 2013

ROZDZIAŁ III-"Mech Qudditcha"

W połowie października rozpoczął się co roczny sezon qudditcha. Pierwszy mecz miał się odbyć dokładnie 24.10,a udział w nim brali Gryfoni naprzeciw Ślizgonom. Wszyscy dosłownie dostali bzika na punkcie tego meczu. Powodem były uszczypliwe uwagi uczniów Slytherinu, którzy w tamtym roku zdobyli  Puchar Qudditcha i mecz z Gryffindorem wygrali 320 do 160 przez zasłabnięcie obrońcy gryfonów. Lily Evans lubiła te mecze tylko z powodu tego, że wtedy nikogo nie było w zamku więc miała cały dla siebie. Lubiła sobie pospacerować po korytarzach i odkrywać co rusz nowy skrót do jakiejś Sali. Raz nawet znalazła dziwny pokój z wygodnym fotelem obszytym z błękitnego materiału, a naokoło niego kredensy z wszystkimi jej ulubionymi książkami MUGOLI!! To ją bardzo zdziwiło i została tam tak długo, aż zauważyła, że za oknem robi się ciemno. Ale nie o tym chciałam Wam opowiedzieć. Otóż ta przemiła gryfonka była jedyną osobą, która do tej pory była tylko na jednym meczu w 1 klasie! Tradycje zostawania w Wieży przerwała właśnie 24.10 z powodu tego, że jej najlepsza przyjaciółka grała na pozycji ścigającego.
         W ten szczególny dzień o godzinie 11 zasiadła na widowni wśród barw złoto-czerwonych i wyczekiwała na rozpoczęcie meczu. Gdy profesor McGonnagel dała do zrozumienia, że już czas usłyszała znajomy jej głos. Od razu poznała ten szyderczy dźwięk, który rozbrzmiewał teraz na boisku.
-UWAGA! UWAGA! Rozpoczynamy pierwszy mecz w tym roku! Gryfoni naprzeciw debilom !- oznajmił Syriusz-to znaczy uroczym de….Ślizgonom- dodał, gdy prof. Minerwa spojrzała na niego  wilczym wzrokiem
-Okej zobaczymy jak tym razem pójdzie obu drużynom. Z podstawowych zmian jest to, że nie wiadomo jakim cudem Potter został kapitanem drużyny Gryffindoru,- tu wyszczerzył zęby do Jamesa- Po odejściu Amy  ścigającej gryfonów jako, że skończyła już tą szkołę jej miejsce zajęła Mary Macdonald, a z powodu przykrej napraaawdęęę baaaaaardzo przykrej haha kontuzji Arnolda z drużyny zielonych na pozycji pałkarza dziś wystąpi Derek Crisswald. Okej złoty znicz  poszedł w górę radze Ci złapać Potter bo inaczej masz przesrane- znowu wyszczerzył zęby do Rogacza- tłuczki w grze iiiii kafel! Wow cóż za gra teraz rozgorzała na boisku! Gryfoni szaleją co widocznie widać na widowni i oooo któż zaszczycił nas swą obecnością czyżby Lily Evans wreszcie przyszła na mecz? A może powodem jest nie kto inny jak
-BLACK ZAJMIJ SIĘ BOISKIEM A NIE WIDOWNIĄ, BO JAK BYŚ CHCIAŁ WIEDZIEĆ TO JUŻ JEST DZIESIĘC DO ZERA DLA GRYFONÓW!- ryknęła prof. McGonnagel
-No okej, okej chciałem tylko powiedzieć…
-Że Mary wbiła tego gola?- zapytała z ironią Minerwa
-Taaaak peeewnie właśnie to- powiedział również z ironią Syriusz
-Ładna buźka Evans pasuje do włosów-powiedział Peter, siadając obok niej
-Weź się zamknij!- krzyknęła Lily nadal cała zaczerwieniona
-O nie miła!- rzekł Pettigrew
-Huh! Po co przyszliście?- zapytała rudo włosa
-Dopingować Rogaczowi!- odpowiedział Lupin- A Ty?
-Dopingować Mary-odpowiedziała Evans- W ogóle to skąd się wzięły Wasze przezwiska?
W tym momencie obie twarze pobladły, jedna od drugiej jeszcze bardziej.
-Tak myślałam zwykłe pierwsze słowa, które wpadły na myśl! Jesteście żałośni chociaż mogło to być z czymś związane- prychnęła pogardliwie Lily
-Taaak..m-mogło- odpowiedział jąkając się Remus
-Eeee nic Ci nie jest wyglądasz jakbyś miał zaraz zemdleć?- zapytała już innym, troskliwym tonem
-N-Nic na s-serio ni-ic!- odpowiedział Lupin
-Może zabiorę Cię do pani Pomfrey?- zapytała nie pewnie Evans
-Luntyk kiedy?- zapytał Pettigrew
-Dziś.- odrzekł Remus
-CO I NIC NAM NIE POWIEDZIAŁEŚ?
-NIE CHCIAŁEM WAS NARAŻAĆ! JUŻ I TAK ZA DUŻO DLA MNIE ZROBILIĄŚCIE! JESZCZE PO TYM CO ZROBIŁ SYRIUSZ MIESIĄC TEMU NIE MIAŁEM ZAMIARU WAM MÓWIĆ JUŻ O KOLEJNYCH! ZA DUŻO RYZYKO!
-OCH! CZYLI STALIŚMY SIĘ NIMI NA MARNE TAK?
-NIE! I DOCENIAM TO ALE NAPRAWDĘ ZA DUŻE!
-DZIĘKI!
-O CZYM WY DO JASNEJ CIASNEJ MÓWICIE!- ryknęła Lily
-Niech Remus Ci powie.-powiedział Peter i odszedł
-O nic naprawdę o nic.-odrzekł  Lupin, który też już szykował się do odejścia.
-Czekaj!- zawołała Evans
-Co?
-Czy Peter mówił o tym incydencie z Severusem? O tym jak James uratował go przed tym co kryło się na końcu?
-Tak.
-To było szlachetne ze strony Jamesa, aż sama nie wierzę,  że to zrobił. Sev mówił mi, że tylko ratował własną skórę, aż sama nie wierzę, ale to nie zmienia tego, że jest nadętym pacanem!- rzekła Lily
-TO PRAWDA CO POWIEDZIAŁ MI GLIZDOGON?- zagrzmiał z tyło głos Pottera stojącym razem z Syriuszem i Peterem
-Nie chcę o tym rozmawiać.-odparł Lupin- Kiedy skończył się mecz?
-Wtedy kiedy złapałem znicza! Nie zmieniaj tematu! To naprawdę dziś? Heh to super! To jak planujemy? Może użyjemy nowego towaru i powęszymy zobaczymy kto to Tom Riddle.- powiedział James
W tym momencie twarz Lily pobladła jak wcześniej twarze Lupina i Pettigrew.
-Co jest Evans czyżby to był jakiś Twój znajomy?
-TOM RIDDLE?! O MATKO GDZIE GO WIDZIELIŚCIE?
-No………eh..na błoniach?-odparł Potter
- I nic Wam nie zrobił? Szczerze powiem mało kto używa tego określenia.- powiedziała Lily
-Jak to? To jak go nazywajĄ?- zapytał zaciekawiony Rogacz
-NA SERIO NIGDY O NIM NIE SŁYSZELIŚCIE? WSZYSCY CZWORO MIESZKACIE Z CZARODZIEJAMI I NIE SŁYSZELIŚCIE? JA MIESZKAM U MUGOLI I SŁYSZAŁAM O SAM-WIESZ-KIM!
-CO?
-Nie udawajcie głuchych Sam-Wiesz-Kto to Tom Riddle.