sobota, 28 grudnia 2013

Życzonka i przeprosiny :*

Kochani! Życzę wszystkim udanego Sylwestra i z tego miejsca chciałabym Was przeprosić za to,że dzisiaj nie ma postu :( (Wszystkie  pretensje do pani od chemii xd). Kolejny, będzie już w nowym roku 2014, który mam nadzieje przyniesie Wam co raz to nowych wspaniałych niespodzianek i będzie 100 razy, a nawet więcej razy lepszy od tego 2013. Papa buziaki :*

sobota, 21 grudnia 2013

ROZDZIAŁ XII- "Obliviate" & życzenia

Z okazji zbilażających się świąt Bożego Narodzenia chciałabym Wam życzyć Wesołych Pogodnych Świąt, abyście spędzili jak najlepiej i przede wszystkim jako zdrowi ludzie :) Z tej również okazji dzisiaj meeeeeeeega dłuuuuuuuugi post :) Mam nadzięje,że nie zanudzę ;-) Taki mały prezencik ode mnie dla moich wytrwałych fanów :*
_________________________________________________________________________________
Transport proszkiem Fiuu nie zaliczał się do najprzyjemniejszych, ale do jedynych jakich mogli użyć. Gdy znaleźli się w Ministerstwie Magii Lily zaczęła się obawiać, że misja się nie powiedzie lub że ktoś ich zobaczy, a wtedy mieliby kłopoty. Natomiast dla Jamesa i Syriusza były to kolejna przygoda z nieco większą kpiną. Evans wkurzała się na nich za to ich wyluzowanie. Według niej chłopacy zupełnie to sobie olali z momentem wejścia do Ministerstwa. Cała trójka błądziła teraz po korytarzach. Według nich była to wieczność, ale tak naprawdę nie minęło nawet 10 minut. Wreszcie znaleźli drzwi z tabliczką z napisem:
DEPARTAMENT USUWANIA PAMIĘCI
NIE UPOWAŻNIONYM WSTĘP WZBRONIONY
-Tu musi być Caroline.- rzekła zadowolona Lily
-100 punktów za inteligencje- rzekł ironicznie Syriusz
-Och zamknij się tylko wchodź!- rzekła Lily i już chciała wejść gdyby nie to, że ktoś złapał ją za tył koszulki
-LILY! Nie możesz sobie tam tak po prostu wejść. Musimy znaleźdź jakieś inne tajne wejście lub chociaż zobaczyć przez dziurkę od klucza…
-Lub przez wszechwidzące oczy- wtrącił Syriusz
-No właśnie i obmyślać plan. Co ty Evans myślisz, że te wszystkie kawały były improwizowane? Oczywiście, że nie prócz paru wyjątków. – powiedział James
-Potter my nie mamy czasu!- krzyknęła Lily
-Po pierwsze to nie krzycz, bo  zaraz ktoś zauważy, że trzech piętnastolatków jest nielegalnie w Ministerstwie Magii, a po drugie to wiem Evans. Wyobraź sobie, że mam rozum.
-Och to dajcie te wszechwidzące oczy i obmyślimy ten plan byle szybko.- zgodziła się Lily
         Syriusz wyjął jedną parę okularów na których szkiełkach były jakby namalowane oczy. Nałożył, spojrzał przez drzwi i dał Jamesowi, który zrobił to samo i podał Lily, która również je założyła. Spojrzała przez drzwi i zauważyła dwóch chudych mężczyzn. Jeden miał blond włosy drugi koloru kasztanowego. Obaj stali tyłem i byli ubrani w czarne szaty. Pomiędzy nimi stało krzesło na którym siedziała najprawdopodobniej Caroline. Blond włosy mężczyzna miał wyciągniętą rękę z różdżką w kierunku najlepszej przyjaciółki Evans i coś mówił (prawdopodobnie jakieś zaklęcie). Jak trochę się oddaliło to można było zauważyć, że przed drzwiami stoi parawan. Pewnie dlatego, że jakby ktoś wszedł to żeby nie przeszkodził. Dla naszej trójki było to tylko wielkie ułatwienie misji.
-OK. To co robimy?- zapytała Lily ściągając okulary
-Em….staramy się po cichu i nie zauważalnie przejść przez drzwi przecież przed nimi stoi parawan, ale co dalej….hm….szkoda, że nie mamy trzech par okularów bylibyśmy na bieżąco.- rzekł James
-A gdyby je tak potroić?- zapytała Lily- Co prawda ćwiczyliśmy dopiero zaklęcie podwajające, ale gdyby tak podwojone okulary jeszcze raz podwoić mielibyśmy już 3 pary.
-Kurczę, że też na tej lekcji musieliśmy rozwalać kible. –rzekł Syriusz- Evans umiesz?
-Średnio. Zresztą sam pan Flitwick powiedział, że naszej klasie przyda się jeszcze jedna lekcja ćwiczenia tego zaklęcia.- powiedziała usprawiedliwiając się rudowłosa
-Evans. Tylko ty znasz  zaklęcie spróbuj. –powiedział Potter
-Ale na lekcji często rozwalałam te przedmioty, ponieważ zaklęcie jest strasznie podobne. Jeżeli teraz tak zrobię? – zapytała przerażona Lily
-Chcesz uratować Caroline czy nie? My nie znamy zaklęcia ty tak. –rzekł Syriusz
-Och no dobra. Huh. Raz, dwa, trzy … Redecto. – powiedziała Lily cała się trzęsąc. Na początku coś huknęło i okulary zniknęły. Wszyscy byli przerażeni, lecz potem te same okulary pojawiły się ze swoimi bliźniakami. Uradowana Lily wymówiła zaklęcie ponownie i cała trójka już miała na sobie okulary. Niestety hałas przyciągnął pracowników Ministerstwa Magii i ledwo Lily, James i Syriusz weszli niezauważalnie do Departamentu Usuwania Pamięci. Gdy tam weszli zauważyli jak owy blond włosy mężczyzna trzyma różdżkę nad głową Caroline i przytrzymuje jakiś srebrny kłębek, oraz przenosi go na ścianę. Okazał się on wspomnieniem Caroline. Teraz srebrny kłębek rozpłaszczył się na ścianie i można było oglądać jej wspomnienie jak w telewizorze. Było to wspomnienie z lekcji w-fu kiedy miała 10 lat.
      Dziesięcioletnia Caroline rozmawiała z rudowłosą dziewczyną. Była to dziesięcioletnia Lily Evans. Obie stały na końcu kolejki do rzucania piłką lekarską.
-No opowiadaj! Przyjaciółce nie powiesz.- mówiła z przejęciem Walker
-No powiem ,powiem. Więc tak po lekcji gry na pianinie Chris czekał przed szkołą. Przywitałam się i zapytałam co tu robi. Powiedział, że czeka na kogoś bardzo ważnego, więc zapytałam czy mogę wiedzieć na kogo. On odpowiedział twierdząco, tak więc zapytałam kto to i wtedy powiedział, że to ja. Nie mogłam w to uwierzyć i zapytał czy nie chciałabym z nim chodzić. Jejciu to było takie cudowne no i się zgodziłam. Wiem, że mamy dopiero 10 lat, ale on jest taki uroczy. Chyba naprawdę go kocham.- mówiła rozmarzona Evans
-Jeju jak ci zazdroszczę! Chris jest taki ładny. – mówiła Caroline
-No wiem! I jaki miły. Dzisiaj niósł mi torbę na każdej przerwie i wytłumaczył matematykę.- mówiła z przejęciem Lily
    -LILY UWAŻAJ!- krzyknął ktoś z boku. Nagle Lily odwróciła wzrok i  chyba doszło do niej, że już nikt przed nią nie stoi, a na nią leci 3 kg piłka lekarska. Widać było, że ogarnęła ją panika i nie wiedział co zrobić. Nagle ni z tąd ni z owąd rudowłosa dziesięciolatka była w powietrzu, a piłka przeleciała pod nią i runęła o ścianę, a Lily o podłogę.
-LILY! Nic Ci nie jest?- zapytała zatroskana Caroline.- Jak to zrobiłaś?
-Nic mi nie jest. I nie wiem jak to zrobiłam. Szczerze. To był dziwne, ale cudowne. Ja latałam!- mówiła szczęśliwa Lily
-Odsuńcie się od niej! Robicie wielkie halo, a ona tylko podskoczyła. Lily nie wolno kłamać. Po prostu masz dobry refleks i tyle.- skarciła nauczycielka w-fu. Tu wspomnienie zostało zatrzymane za klęciem Caesum Adnotatus
-Ta ruda musi być magiczna. –stwierdził mężczyzna o kasztanowych włosach
-No to co robimy szukamy innych wspomnień na potwierdzenie czy od razu kasujemy ją z jej życia.- powiedział blond włosy mężczyzna
-Nie chce mi się, ale jeżeli znowu usuniemy jakiegoś mugola, bo źle odczytaliśmy wspomnienie szef nas wywali.- rzekł drugi pracownik
-No dobra to Aetites Adnotatus Aetites Adnotatus Aetites Adnotatus Aetites Adnotatus – powtarzał wielokrotnie  blond włosy pracownik i za każdym razem kłębek był innego koloru. Robił to dopóki nie był koloru srebrnego i, gdy to się już stało znów najechał nim na ścianę i stał się „telewizorem”.
Teraz dziewczyny miały po jednaście lat i były na placu zabaw z jeszcze jedną dziewczyną o 2 lata od nich starsza.
-Chodź Lily na ściankę wspinaczkową!- krzyknęła Caroline
-Ok! Tunia idziesz?- rzekła Lily
-Och nie ja sobie usiądę na ławce.- rzekła Tunia- I tak jestem tu tylko po to by się wami opiekować.
-No dobra.- rzekła Lily i razem z Caroline pobiegły na ściankę. Oczywiście Lily musiała się ześlizgnąć noga, ale na szczęście jakaś magiczne moc zapobiegła przed złamaniem jej. Wystraszona Tunia podbiegła by ratować siostrę, ale to się okazało na marne.
-Kurde! Robisz to już po raz kolejny. Mam już tego dosyć!- powiedziała lekko wkurzona Petunia
-Przecież nie zleciałam specjalnie, a to że nic mi się nie stało to chyba dobrze nie?- powiedziała usprawiedliwiając się Lily
-Och! Dobra chodźmy już.- rzekła Tunia i wspomnienie znów urwało się.
-Okej to mamy pewniaka. Czyli usuwamy Lily czy jak ją tam zwą.- rzekł ten pracownik który trzymał różdżkę w ręku i już wymawiał zaklęcie, lecz przerwało mu krzyk.
-Czekaj!- krzyknęła Lily świetnie udając męski głos
-Co?- zapytał pracownik
-Ja…-zaczął drugi pracownik, lecz Evans mówiąc męskim głosem dokończyła
-powiedziałem czekaj. Do trzech razy sztuka.
-Skoro tak twierdzisz, ale proszę po tym już ją usuwamy nie chce mi się już tu siedzieć jutro Boże Narodzenie Aetites Adnotatus Aetites Adnotatus Aetites Adnotatus …
-Czekaj , czekaj co oznacza biały kolor?- zapytał już prawdziwy pracownik
-To, że ktoś wspominał o magii, ale nie była użyta.
-Trzeba to sprawdzić.
-Racja, jeżeli to ta ruda to jest mega debilem.
      Caroline od ostatniego wspomnienia bardzo urosła. Przypominała tą dzisiejszą Caroline, więc zapewne na tym wspomnieniu miała 15 lat. Siedziała w fotelu i czytała książkę. Nagle do drzwi ktoś zapukał. Wstała i otworzyła drzwi. W progu stał Chris cały uradowany. Bez żadnej zapowiedzi wszedł do środka, zamknął drzwi i pociągnął Walker za rękę do salonu. Usiedli i zanim cokolwiek zdążyła powiedzieć Chris zaczął mówić.
-CAROLINE! Nie uwierzysz moja siostra jest czarownicą! Naprawdę jest. Dziś przyszedł do nas olbrzym nazywał się Hagrid i przyniósł list z Hogwartu! Szkoda, że jesteśmy mugolami też byśmy mogli tam uczęszczać no, ale cóż. Teraz też tak sobie pomyślałem, że to tajemnicze zniknięcie Lily może mieć coś z tym wspólnego. No popatrz Tunia mówi, że jest w wariatkowie. Może jest zazdrosna o magiczne moce swojej siostry. Nic nam nie powiedziałam bo zapewne miała dużo na głowie. Wiesz zakupy na Pokątnej itp.
-Chris, chyba dostałeś udaru słonecznego. Nie istnieje takie coś jak magia. To jest w bajkach dla dzieci. Owszem wszyscy w to wierzyliśmy jak mieliśmy po 5 lat, a Lily jest zdrajczynią która nie raczy powiedzieć, że zmienia szkołę, bo szybko zapomina o swoich starych przyjaciołach. Chris serio w to poszedłeś? Megan ma 11 lat wiesz teraz modna jest ta książka „Magia jest wszędzie” opowiadająca o jakiejś tam dziewczynie uczęszczającej do magicznego zgrupowania. Nie pamiętam jak się ono nazywa, ale zapewne Hogwart.  Jak się tam dostaniesz to dostajesz list od magicznego stworzenia. Megan po prostu chce być jak ta dziewczyna i pewnie bawi się z koleżankami, a tobie opowiedziała zabawę.
-Caroline! Ja widziałem na serio tego olbrzyma i ten list, a Hogwart to nie jakieś tam zgrupowanie tylko Szkoła Magii i Czarodziejstwa.
-Chris wiesz umówiłam się z Julią na zakupy za chwilkę i nie chce cię wyganiać, ale…
-Okej! Już idę. Tak czy siak chcę zobaczyć Pokątną. PA!
-Caesum Adnotatus To co robimy tego chłopaka też usuwamy?-zapytał blond włosy mężczyzna
-Nie czekaj zerknijmy na jego CV- rzekła drugi
-Ok.  Persona 
W tym momencie obok „TV” ukazała się taka tabela:
IMIĘ\IMIONA
Christopher
NAZWISKO
Stewart
WIEK
15 lat
KREW
mugol
STAN KRWI NAJBLIŻSZEJ RODZINY
Mama: mugol
Tata: mugol
Siostra: czarownica

RELACJE MIĘDZY PRZESŁYCHIWANĄ
Chłopak i kolega z klasy
-Nie możemy mu usunąć pamięci, bo ma siostrę czarownicę czyli jest w to wplątany.
-Czyli co robimy?
-Tej Caroline usuwamy z życia Lily i tak jej nie spotka, bo jest w Hogwarcie, oraz zmieniamy relacje między tym Chrisem, a Caroline na samo kolega z klasy na wszelki wypadek. Nie chce kolejnej modyfikacje.
-Tak więc co zaczynamy.
 -Obliviate
( tu słuchamy muzyczki, aby się wczuć  i wyobrażamy sobie tą przejmującą scenę xdd    http://www.youtube.com/watch?v=7RkRlgYGdbY )
-Lily nic już nie zadziałaś- powiedział szeptem James, który zdjął okulary.
-To po co my tu przyszliśmy bym patrzyła na to wszystko. –powiedział przez łzy Lily
-Hej, nie płacz.- powiedział Potter i chciał ją objąć, lecz ta nie pozwoliła mu na to
-Nie dotykaj mnie. Dajcie mi proszek Fiuu i zmywam się z tąd po co mam patrzeć, jak usuwają mnie z życia Caroline.
-Chodź pójdziemy razem i tak wracasz do mojego domu.
-Świetnie jeszcze tego brakowało bym wracał do Twojego ohydnego domu.
-Evans!
-Och daj mi ten proszek Fiuu i się zmywamy.

Po tych słowach cała trójka wyszła z departamentu nie zauważalnie i tak samo dotarła do kominków. Bez problemów dotarli do doliny Godryka Gryffindora.

sobota, 14 grudnia 2013

ROZDZIAŁ XI- "Straszna nowina"

Lily otworzyła oczy, znalazła się na miękkim podłożu w pomieszczeniu w którym jeszcze nigdy nie była. Miał zielone ściany na których wisiały dwa obrazy na których postacie poruszały się. Pokój był nie wielkich rozmiarów. Było tam tylko łóżko, stoliczek na którym stały różne eliksiry i małe okno w kształcie koła z którego był widok na zaśnieżony piękny krajobraz. Evans leżała właśnie na tym łóżku wysłanym pościelą w tym samym kolorze co ściany. Do małego pokoiku wszedł James. W pierwszej chwili, gdy ujrzał siedzącą na łóżku rudowłosą dziewczynę przestraszył się lecz potem uśmiechnął się i zawołał:
-Mamo! Lily się obudziła!
Na te słowa po paru minutach do pokoju weszła grubo koścista kobieta, która twarz miała identyczną do twarzy jej wroga- Pottera. Uśmiechnęła się i zapytała życzliwym tonem:
-Jak się czujesz skarbie? Dawno się obudziłaś?
-Yyy….dobrze…iii…nie nie dawno. Tak w ogóle to kim pani jest?
-Och! Gdzie moje maniery. Jestem Dorea Potter, mama Jamesa.
-Dzień dobry. Ja Lily Evans, ale to już pewnie pani wie.
-Och wiem słońce.
-Która jest godzina proszę pani?
-Już Ci mówię…17.42 (5.42 PM) nadal jest 24.12. Aha kochanie na święta Twoja rodzina przyjedzie do nas właśnie cudem zadzwoniłam przez pele…nie…fele…nie tele…tak przez telefon i nawet dobrze mi szło.
-CO? Moja rodzina tu przyjdzie?
-Tak skarbie.
-Nie sądzę by moje siostra przyjechała do magicznego domu.
-Lily nie wypuszczę Cię stąd dopóki nie dojdziesz do siebie, a pewnie święta chciałabyś spędzić też w rodzinnym gronie, a Twoi rodzice wyrazili zgodę, przyjadą na 20.00 (8 PM)No to już was zostawiam tu samych. James nie zapomnij mi przypomnieć bym za jakąś godzinkę przyszła do panny Lily i dała eliksir.
-Ok!
Gdy wyszła pani Dorea w tym samym momencie do pokoju wszedł Syriusz.
-Tu jesteś! A ja Ciebie szukałem. O! Evans się obudziła.- rzekła Black
-Gdzie jest Caroline, Chris i Megan? Tutaj?- zapytała Lily
-Yyy…no… Chris i Megan są w domu, a Caroline…no…jak by Ci to powiedzieć-mówił z trudem James
-NO MÓW!- krzyknęła Evans, która zaczęła się martwić o przyjaciółkę.
-Huh…no dobra…Em…ona jest w…mmmm…Ministerstwie Magii-wydukał Potter
-Co? Dlaczego? Przecież ona nie jest czarownicą.-mówiła nie dowierzając Lily
-No i w tym cała rzecz, bo też widzisz…Caroline…miała jakieś 20 minut temu styczność z magią czego mugolom nie wolno…no i widzisz Ministerstwo Magii by chronić nasz świat musi jej…uuu…uu…usunąć pamięć.-powiedział ledwo James
-CO? Nie to jest wasz kolejny żart. Prawda? Och nie wolno tak sobie żartować. Potter, Black to jest żart tak? POWIEDZCIE SZCZERZE!- pytała Evans coraz bardziej przerażona
-Niestety nie Evans.- rzekł Syriusz
-Haha! Bardzo śmieszne. –powiedziała ironicznym tonem rudowłosa
-Ale Evans to nie jest żart. Naprawdę. Caroline zabrali przed jakimiś 5 minutami z mojego domu, gdy mama ją leczyła w pokoju obok. Nie mogliśmy nic zrobić. Tata, mama wszyscy protestowaliśmy nie udało się nam. Ba! Nawet mój tata dostał wezwanie do Wizengamotu za wtajemniczanie mugola w magię. Lily to już nie jest spokojny świat odkąd władzę objął Lord Voldemort. Tak nie boję się wymawiać tego nazwiska.-rzekł James, a w jego głosie można było usłyszeć, że nie kłamał
-Jeżeli jest faktycznie jak mówisz to chodźcie czym prędzej do tego Ministerstwa ratować Caroline!- krzyknęła przerażona Lily
-Evans to nie takie łatwe po pierwsze nie mamy jak się tam dostać, a po drugie nie możesz iść w takim stanie.- powiedział James
-I kto to mówi.…Czekaj niech pomyśle czym byśmy mogli się dostać  do Ministerstwa, bo to zapewne jest daleko prawda?
-W samym centrum Londynu.
-Kurcze…hm…JUŻ WIEM! Proszek Fiuu!
-No tak proszek Fiuu teraz tylko odwrócić uwagę rodziców i załatwione! Czekaj, czekaj skąd  ty wiedziałaś o proszku Fiuu?
-Snape mi opowiadał.
-O nie.
-Ej!
-No dobra przepraszam.
-To co, robimy?
-Pewnie- zgodzili się oboje.
-Okej to pokażcie gdzie macie kominek, proszek Fiuu i jak można odwrócić uwagę.
-Tym ostatnim to my się akurat zajmiemy. Uwierz mamy większe doświadczenie.

W tym momencie wszyscy wybuchli śmiechem. Lily chyba po raz pierwszy tak dobrze rozmawiało się z Jamesem i Syriuszem. Zapewne było spowodowane to tragedią Caroline. Lecz wróćmy do planów trójki piętnastolatków. Potter i Black bez problemów odwrócili uwagę rodziców tego pierwszego chłopca. Lily choć lekko kręciło się w głowie to nie rezygnowała z planów uratowania przyjaciółki. Gdy salon z kominkiem był już wolny James wytłumaczył rudowłosej jak korzystać z tego środka transportu i dojechali do Ministerstwa.

sobota, 7 grudnia 2013

ROZDZIAŁ X- "Ludzie w maskach"

- Jeden (albo jedna bo raczej był damski głos) z nich rzekł\a:
-Kto jest zagubionym czarodziejem, że wzywa Błędnego Rycerz ? No chodź pomożemy Ci.
-Nie ufam Ci kuzyneczko nawet w masce mogę rozpoznać Twój ohydny głos!- krzyknął Syriusz
-Och Syriuszu nie ładnie tak opuszczać rodzinnych świąt. Niu niu niu! Jeszcze się zagubiłeś skoro wzywałeś Błędnego Rycerza. Oj Ty nie grzeczny biedny chłopcze.
-Nie wzywaliśmy Błędnego Rycerza!
-A na dodatek kłamiesz! No ładnie ale widocznie był tu znak otworzony.
-Nie nie był! Trzeba dać rękę z różdżką do góry.
-KŁAMIESZ! Mieliśmy wezwanie, bo jak widzisz Błędny Rycerz ma wolne. Dziś my podwozimy zagubionych czarodziei. Do samego Czarnego Pana. Będziecie bardzo dobrą przekąską  dla samej Nagini! Tak w ogóle to jak was zwą.
-Co Cię to obchodzi!
- A dużo. BRAĆ ICH!
Wraz z tymi słowami każdego z nich oplotły ręce mężczyzny bądź kobiety w masce. Potem bardzo dziwne uczucie miała Lily czuła jakby latała w powietrzu w innej bardzo bolesnej formie. Po około 5 minutach byli w dziwnym ciemnym pomieszczeniu. Z końca różdżki jednego ze śmierciożerców wystrzelił promyk światła na pobliską świecę. Natomiast z różdżki drugiego wystrzeliły liny, które oplotły całą piątkę.
-Hmmm kogo by tu najpierw Ene due hokus pokus czary mary dzisiaj idziesz właśnie ty! Imperius!- zapiszczała Bellatriks i powlokła za sobą Caroline
-Gdzie oni ją prowadzą?- zapytała z przerażeniem Lily
-Nooo eee na tortury-powiedziała z trudem Syriusz
-CO?! Nie! CAROLINE! CAAAAROOOOLINEEEEE!
-Co Ty robisz? Wydzieraniem się nic nie zdziałasz!
-Skąd wiesz?- zapytała z pogardą Lily i gdy usłyszała wrzaski swojej przyjaciółki zaczęła jeszcze bardziej wołać jej imię. Dobre 10 minut Lily krzyczała jej imię, a Caroline darła się w niebo głosy i na darmo James i Syriusz ją uciszali, aż w końcu przyszedł wysoki i tęgi mężczyzna w masce i powiedział.
-Czy wy musicie się tak drzeć spokojnie was też po torturujemy!
-Tak musimy.- odpowiedziała wojowniczo Lily
-Lily proszę Cię.- szepnął do niej James lecz ona nie miała zamiaru go słuchać
-Ooo. Mamusia nie nauczyła Cię, żeby nie pyskować. Za to będziesz kolejna.-zagrzmiał potężny głos śmierciożercy
-Mogę iść nawet teraz jeżeli wypuścicie Caroline.- rzekła Lily
-Evans!- powiedział pół głosem James
- A wiesz o tym, że ta Twoja koleżaneczka jest mugolem? A może Ty też nim jesteś hm?
-Nie nie jestem, ale moi rodzice tak.
-Evans takich rzeczy nie mówi się śmierciożercy!- krzyknął już Potter
-Oo szlama. CRUCIO!

To co się wydarzyło potem to był istny koszmar. Potężny śmierciożerca  rzucał co chwile zaklęcie Cruciatus, które wywoływało silne bóle nerwów na biednej Lily. Ona darła się w niebo głosy. Ból był przerażający. Łzy spływały jej po policzkach. Powoli już nie wytrzymywała. W końcu jej organizm nie wytrzymał. Kątem oka zobaczyła jak James cudem uwolnił się z pod lin i zemdlała.

sobota, 30 listopada 2013

ROZDZIAŁ IX- " W dolinie Godryka Gryffindora"

Dzień przed Bożym Narodzeniem po Lily około godziny 12 przyjechał tata Caroline pod jej dom. Podróż trwała 35 min. Gdy wysiadła z samochodu dech zaprał jej w piersiach. Widok był przepiękny. Typowa wioska pokryta kołderką ze śniegu. Cudowne uczucie. Gdy weszła do domu, Caroline rzuciła jej się na szyję po czym oprowadziła po domu. Dom był średnich rozmiarów. Miał 4 pokoje, kuchnie i 2 łazienki na każdym piętrze. Pokój przyjaciółki mieścił się na 1 piętrze, tuż obok schodów. Gdy do niego weszła zobaczyła pokój o jakim śniła przez wiele lat przed hogwartem.
-Wow! Caroline o takim marzyłyśmy tylko, że miał być różowy a nie niebieski.
-Wiem czy to nie jest cudowne?- zapytała Caroline
-Jest.- zgodziła się Lily
-Może oprowadzę Cię po okolicy dopóki nie jest jeszcze ciemno?- zaproponowała przyjaciółka
-Okej.- ponownie zgodziła się rudo włosa
         Po drodze przyjaciółki dużo sobie poopowiadały co robiły w czasie tych 5 lat (Lily bardzo często naginała prawdę) i wspominały różne wspólne przeżycia. Po 20 minutach obie stwierdziły, że pójdą odwiedzić Chrisa. Gdy doszły do jego domu i zapukały otworzyła im jakaś jedenastoletnia dziewczynka z długimi blond włosami i niebieskimi oczami. Pierwszą ujrzała Caroline więc zawołała
-Chris! Chodź Caroline przyszła!
Następnie jej wzrok powędrowała na Lily. Prze parę sekund bacznie jej się przyglądała po czym stwierdziła
-Ja Cię skądś kojarzę.
-Ja też Ciebie skądś kojarzę. Tylko skąd? –zapytała Lily
-Pewnie się już widziałyście kiedy chodziłaś z Chrisem, a teraz tego nie pamiętacie.-zaproponowała Caroline
-Nie to nie o to chodzi.- rzekły obie dziewczyny
Po dłuższej chwili jedenastolatka zawołała.
-Już wiem! To Ciebie zaatakował wilkołak i to Ty nakrzyczałaś na Mary tak?
-Tak! To ty byłaś tą blondwłosą pierwszoklasistką która zapytała jak to się stało, że trafiłam do skrzydła szpitalnego.- oznajmiła Lily
-Tak!- odpowiedziała jedenastolatka choć nie zadano pytania
-O czym wy do jasnej ciasnej mówicie?- zapytała Caroline
-O niczym. Naprawdę o niczym-odpowiedziały jednocześnie dwie dziewczyny
W tym momencie w drzwiach stanął Chris. Tak samo jak Caroline nie wiele się zmienił od tamtego czasu włosy dalej jasne miał jak słońce, może nie co dłuższe. Oczy dalej niebieskie jak woda w stawie i nos dalej haczkowaty. Podobnie jak jego siostra najpierw zauważył Caroline. Wyściskał i ucałował ją po czym spojrzał na Lily. Oczy z wrażenie wyszły na wierzch.
-Lily! To na serio Ty?!- zapytał z niedowierzaniem Chris
-Tak to ja! Hej!- przywitała się Lily
-Cześć! O! Poznaj moją siostrę Megan Lily, Lily Megan.
-Spoko my się już znamy.
-Jak to?
-Och! Lily też chodzi do Hogwartu!- zapiszczała Megan
-Serio?! To dlatego nie wróciłaś do gimnazjum! Wiedziałem!- wykrzykiwał Chris
-Jesteście dziwni!- oznajmiła Caroline po czym dodała-Może się przejdziemy?
-No spoko.-przytaknęli w troje
-Magan! Ty nie idziesz!- stwierdził stanowczo Chris
-Ale Chris rodziców nie ma a miałeś się mną zajmować!- powiedziała szyderczym głosem Megan
-Ej to szantaż!
-Może…
-Magan przecież masz już 11 lat możesz już chyba zostawać sama w domu nie?
-Oj no proszę Chris! Za tydzień znów wyjadę!
-Nie i koniec kropka!
-Och no weź ją. Jak wy się będziecie obściskiwać to ja przynajmniej będę miała towarzyszkę.-powiedziała Lily
-Eh…no dobra Megan ubieraj się, ale tylko dlatego, że dawno Cię nie widziałem Lily to ulegam.-rzekł Chris z uśmiechem
         Widok podczas spaceru był cudowny wszędzie świąteczne ozdoby wisiały co dawało miły nastrój świąt. Po prostu ciepło robiło się w sercu. Za każdym razem gdy mijali jemiołę Chris i Caroline się całowali. Lily już o wiele lepiej to znosiła, ba nawet się już przyzwyczaiła. Jednak już za 10 razem stawało się to irytujące, więc wtedy rozmawiała z Megan o Hogwarcie. Po około pół godziny doszli do niewielkiego jeziorka niedaleko cmentarza. Przy nim siedziało dwóch chłopaków około 16 lat. Kiedy byli jakieś 6 stóp od jeziorka Chris, Caroline i Megan podeszli do  niego ,aby coś sprawdzić jednak Lily zamarznięta na kość postanowiła nie ruszać się z miejsca. Wtedy usłyszała strzęp rozmowy owych dwóch chłopców
-Heh dziś pełnia szkoda, że nie ma nas w Hogwarcie.
-Taa tęsknie za wyprawami.
-No, ale biedny Luniaczek, żeby tak w Boże Narodzenie.
-Noo. Pewnie siedzi teraz w pokoju i się zamartwia nocą.
-Haha biednyyy…
-Ej choć do nas!- zawołała Caroline na co rozmowa dwóch chłopców ucichła. Lily domyśliła się już kto to może być i dobrze wiedziała, że jak się odezwie to ją rozpoznają. Machała głową w prawo i w lewo na znak, że nie chce. Niestety Caroline nie domyśliła się o co jej chodzi, więc ponownie krzyknęła.
-No chodź, a nie machasz głową!
-Nie chcę!- krzyknęła Lily
-Lily to Ty?! Co Ty tu robisz?- zapytał chłopiec po prawej, który okazał się być Jamesem Potterem
-Kurde po co ja to powiedziałam!- pomyślała po czym rzekła głośno-A wy?
-Pierwszy zapytał- rzekła drugi, który jak się okazało był Syriusz Black
-Przyjechałam odwiedzić Caroline, a wy?- odpowiedziała i ponownie zapytała Lily
-Ja tu mieszkam, a Syriusz jest u mnie na Boże Narodzenie.-odpowiedział James
-Z kim rozmawiasz?- zapytał Chris po czym cała trójka podeszła
-Och! To huncwoci!- zapiszczała Megan
-Chyba chciałaś powiedzieć palanty!- poprawiła Lily Megan
-Och to są Ci dwaj co mnie z nimi poznałaś na King’s Cross. To znaczy przedstawiłaś ich jako głupki.- rzekła Caroline
-Tak to oni.- powiedział przez zaciśnięte zęby Lily
Po tym słowie Lily oberwała w twarz śnieżką ciśniętą przez Syriusza.
-Za co?- zapytała
-A no za to!- odpowiedział Syriusz
-Och to wy powinniście dostać za waszą arogancję, pewność siebie, nonszalanckość, miotanie za… tym czymś we wszystkich i wyżywanie się na niewinnych osobach!- wykrzykiwała Lily mszcząc się na biednej kulce śniegu po czym również cisnęła nią w oby dwóch. Po tym fakcie rozgorzała bitwa James Potter i Syriusz Black naprzeciw Lily Evans. Po około 10 minutach Lily cała we śniegu krzyknęła
-Może byście mi pomogli, a nie stoicie jak takie kołki?
-Ej to nie fair 4 na 2!- krzyknął James
-A dwóch na jedną to fair?- zapytała Lily
-Ech no dobra, ale każdy na każdego. Ok.?- zapytał Potter
-Skoro tak chcesz!- krzyknęła Evans po czym jej kulka śniegu o cal minęła James’a.
         Bitwa trwała dobre 40 minut. W tym czasie Lily zauważyła jak Syriusz wyciąga różdżkę i natychmiast zareagowała. Odciągnęła oby dwóch na bok i sama wyciągnęła różdżkę.
-Nie możemy używać czarów poza szkołą, a co dopiero w obecności mugoli!- mówiła pół głosem Lily
-A kto tu mówi o czarach?- zapytał również pół głosem Syriusz
-Widziałam jak wyciągaliście różdżkę!- prawie krzyknęła Lily
-A Ty to co wyjątek?- zapytał Potter
-Musiałam wam czymś grozić.-powiedziała Lily po czym schowała różdżkę i przyłączyła się do dalszej walki. Nie minęło nawet 15 minut a Caroline zauważyła jak różdżka wypada jej z kieszeni.
-Lily dlaczego nosisz patyk w kieszenie?- zapytała ze zdziwienie i podała go Lily

-No wiesz…-Już miała schować do kieszeni kiedy niespodziewanie i niechcący wpadła na nią Megan przez co upadła z różdżką w ręku robiąc dziwny gest nią do góry. Po chwili na jasnym niebie pojawiły się czarne plamy zbliżające się do nich. Po czym okrążyło ich tłum ludzi w maskach. 

niedziela, 24 listopada 2013

ROZDZIAŁ VIII- "Spotkanie po latach"

Zbliżało się Boże Narodzenie. Lily i Mary pogodziły się dopiero tydzień temu w Hogsmade. Jak co roku dziewczyny jechały na okres świąt do swych rodzin więc się nie widziały. W tym roku 1 semestr kończył się 20.12. W ten dzień obie dziewczyny przeszły przez magiczną barierkę i wyściskały się na pożegnanie. Gdy Lily poszła szukać swoich rodziców nagle za jej pleców usłyszała krzyk:
-LILY!
Natychmiast się obróciła i ujrzała osobę, której się tutaj nigdy nie spodziewała. Za nią stała jej przyjaciółka z mugolskiej podstawówki! Od tamtego czasu nie wiele się zmieniła nadal miała kręcone, kasztanowe włosy, oczy błękitne, a usta małe.
-CAROLINE! O jejciu!
Obie dziewczyny wyściskały się tak mocno, że żebra są jeszcze całe to cud.
-Co Ty tu robisz?- zapytały obie w tym samym momencie
-Ok. Mów pierwsza.-znów powiedziały obie
-Nie Ty pierwsza.-po raz kolejny rzekły razem a potem wybuchły śmiechem.
-Okej zacznę, otóż jestem tu, bo moja ciotka przyjeżdża z Norwegii do nas, do Londynu. Powinna być za jakieś 10 minut, a Ty?- zapytała Caroline
- Ja właśnie przyjechałam na święta ze szkoły.- odpowiedziała Lily
-No właśnie! Co się z Tobą działo? Miałyśmy iść razem gimnazjum! Gdzie teraz jesteś w szkole? Petunia mówi, że jesteś w wariatkowie!- wykrzykiwała Caroline
-Miła siostra. Jestem….em…w szkole z internatem poza Londynem. To była spontaniczna decyzja rodziców no i wiesz nie miałam jak Ci powiedzieć.-rzekła Lily
-To dlaczego Tunia tam nie poszła?- zapytała Caroline
-No bo wiesz….em…ona…eee
-Ej Evans! Nie przedstawisz nam koleżaneczki?- wybawił ją krzykiem James
-Och przedstawię! Caroline głupek numer jeden, Caroline głupek numer dwa.- odpowiedziała z przekąsem Lily
-Głupki? Oni nie mają imion? Lily zmieniłaś się.-Stwierdziła Caroline i uśmiechnęła się
-Tiaaa…ale ja tylko ich tak nazywam, bo są największymi w świecie palantami!- rzekła Lily
-Wyczuwam miłość.- stwierdziła Caroline po czym obie wybuchły śmiechem
-Ta… tak samo jak z Chris’em w 6 klasie nie?- zapytała Lily po czym po raz kolejny wybuchła śmiechem, a Caroline jakby zmarkotniała.
-No widzisz….eee….nie będziesz zła jak Ci to powiem? -zapytał nie zbyt pewnie Caroline
-Nie, a co?- odpowiedziała rudo włosa
-No, bo widzisz ja z nim teraz chodzę.- oznajmiła nadal nie pewnie Caroline. Przez chwilę coś Lily zakuło w brzuchu, lecz po chwili pomyślała
-Kiedy byliśmy parą mieliśmy po 10 lat. Co to za romans w wieku 10 lat?!
-Nie, nie jestem zła. Naprawdę. Kurczę, gratuluję!- rzekła Lily
-Ach, to dobrze ulżyło mi. Heh chcesz do mnie wpaść? No nie wiem może 24.12 dzień przed Bożym Narodzeniem?- zapytała wymijająco Caroline
-Ok. Mieszkasz tam gdzie wtedy?
-Och nie! Rok temu przeprowadziłam się do Doliny Godryka. Godryka Gryffindora, choć nie wiem czym on zasłużył, by nazywać tym dolinę.
W tym momencie oczy Lily wybałuszyły, a na twarzy pojawił się lekko uśmiech.
-Taa ja też nie wiem. A wy czego się śmiejecie?- zapytała Jamesa i Syriusza, którzy w tej chwili chichotali.
-Nic Evans naprawdę nic. A tak w ogóle to skąd wy się znacie?- zapytał Syriusz szybko zmieniając temat
-Z podstawówki. Byłyśmy i nadal jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami.-odpowiedziała Lily
-Podstawówka….hm…co to?- zapytał James
-Eee Lily dlaczego oni nie wiedzą co to podstawówka?- zapytałą lekko przerażona Caroline
-Och, oni żartują.- odpowiedziała z lekkim przerażeniem Lily
-Nie nie żartujemy. Evans przecież dobrze wiesz, że my niektórych pojęć nie wiemy.-odpowiedział szczerze James
-No bo widzisz Caroline Black i Potter to tacy….żartwonisie.- powiedziała z trudem Evans
-Ruda!- krzyknął Syriusz, który dobrze wiedział, że takie coś doprowadza  za każdym razem Lily do wściekłości.
-Och podstawówka to mugolska szkoła przed gimnazjum, a gimnazjum to taki mugolski Hogwart!- krzyknęła w złości Lily
-Mugolska? Hogwart? Kurde mówisz jak Chris.- stwierdziła Caroline
-Skąd Chris zna znaczenie tych słów?- zapytała Lily
-No, mówił mi to w te wakacje cały był szczęśliwy, bo jego siostra okazała się być czarownicą. Powiedział, że sam żałuje że jest mugolem i że nie może jechać do Hogwartu. Byłam pewna, że to żart aż do teraz gdy użyłaś tych dwóch słów.  
-Em…czekaj, czekaj jego siostra to Megan. Megan Stewart nie kojarze żadnej. A wy?- zapytała Jamesa i Syriusza
-My też nie, ale wiesz to pierwsza klasa.-wytłumaczył Potter
-No w sumie…-przyznała Lily
W tym momencie Caroline zaczęła wołać jej mama.
-Caroline chodź ciocia już przyjechała! No chodź! Z kim Ty tam rozmawiasz?
-Mamo! Zobacz kogo spotkałam!- krzyknęła Caroline
-Dzień dobry pani Walker!- przywitała się Lily
-Ojejciu! Lily kochanie cześć!- rzekła pani Walker
-Mamo może do nas przyjechać Lily 24.12?-zapytała córka matkę?
-No pewnie Paul przyjedzie po Lily. Privet Driver 4 tak?- zapytała mama Caroline
-Tak.-odpowiedziała Lily
-Dobrze! To do zobaczenia Lily! Godzina 12 pasuję?- pożegnała się pani Walker
-No pewnie! Do widzenia! Już się nie mogę do czekać!- powiedziała Lily
-Ja też! Pa!- rzekła Caroline

-Pa!- krzyknęła Evans

czwartek, 21 listopada 2013

Brak posta w sobotę :(

UWAGA! UWAGA! Niestety po raz kolejny nie mogę umieścić posta w sobotę (23.11.13) :( Z tego powodu rozdział VIII pojawi się w niedzielę (24.11.13) Jak na razie nie przewiduję innych zmian lecz to może ulegnąć zmianie :) Papa! 

sobota, 16 listopada 2013

ROZDZIAŁ VII- "Tajemnice Huncwotów"

Lily Evans wyszła ze skrzydła szpitalnego dopiero w Noc Duchów i na dodatek pani Pomfrey  po długich namowach wypuściła ją dopiero na ucztę! Gdy weszła do pokoju wspólnego był tłum. Pomimo tego Mary i tak ją zauważyła. Podbiegła do niej, gdy tylko przeszła przez dziurę w portrecie i wyściskała ją bardzo mocno.
-LILY!- krzyknęła Macdonald
-MARY!…MARY! Zaraz znowu zemdleje jak mnie nie puścisz!- krzyknęła Lily
-Okej, okej!- powiedziała Mary z promiennym uśmiechem na twarzy
-Hej Lily! Jak tam?- zapytała Cadrleen
-Spoko!- rzekła Evans
-Jak to się stało, że trafiłaś do skrzydła szpitalnego?- zapytała jakaś pierwszoklasistka z blond włosami
-Nie ważne!- rzekła Lily
-Och! Została napadnięta przez wilkołaka!- wykrzyknęła Mary
W tym momencie padły zduszone okrzyki i wokół Lily, Mary, Cadrleen i blondwłosej pierwszoklasistki zebrał się cały tłum.
-I jak było?- zapytał jakiś chłopak z 3 klasy
-Och! To musiało być straszne- pisnęła dziewczynka z 2 klasy
-Jakim zaklęciem go powaliłaś?- zapytał chłopak z 7 klasy
-Nie ważne dajcie mi spokój!- krzyknęła Lily
-Och nie bądź taka skromna zaatakował ją wilkołak sama widziałam!- krzyknęła Mary
-Nie prawda!
-Widziałam to!
-Jak mogłaś to widzieć skoro stchórzyłaś!- Lily nie wiedziała co ją pchnęło by to powiedzieć, ale potem bardzo tego żałowała.
-Nie Mary to nie tak czekaj!- zawołała Lily i pobiegła za przyjaciółką
-Lily możemy pogadać-zagadnął Lupin
-Nie teraz! Mary czekaj!- krzyknęła Lily
-Och Remus to nie tak się robi. Drętwota! Okej Wingardium Leviosa!-wrzasnął Syriusz po czym Lily przestała się ruszać runęła na podłogę i poleciała w powietrze.-Ok.! To do naszego dormitorium.
         Po paru minutach cała piątka znalazła się w dormitorium chłopców z piątej klasy. Lily odzyskała już czucie w palcach i gdy chciała wybiec do Mary Syriusz i James zasłonili wyjście.
-Okej! Pamiętasz naszą rozmowę w skrzydle szpitalnym?- zapytał Ramus
-Tak.- odparła szybko Lily
-No…to mówiłem Ci, że skoro znasz już mój sekret czas byś poznała też ich sekret. Tylko, że nie powiesz o tym nikomu! A w szczególności nauczycielom!- mówił dalej spokojnie Lupin
-Ja jestem za Przysięgą Wieczystą!- wykrzyknął Syriusz
-Nie będziemy robić Przysięgi Wieczystej! Możemy jej zaufać naprawdę. Przecież sami słyszeliście co mówiła tam na dole pokłóciła się z przyjaciółką by chronić moją skórę!
-Jak sobie chcesz, ale jak wywalą nas ze szkoły to zgadnij kogo będę obwiniać. Tak brawo Ciebie i Evans.- rzekł z przekąsem Black
-Nie wywalą, bo nie powie. Prawda?- zapytał Remus
-Prawda.- odpowiedziała Lily
-Okej to tak. Pamiętasz jak mnie zapytałaś na meczu skąd się wzięły nasze przezwiska?- zapytał Lupin
-Tak –rzekła Lily
-Otóż to nie są przypadkowe słowa… Huh przedstawiam Ci Glizdogona-  w tym momencie Peter Pettigrew zamienił się w szczura- Rogacza-James Potter w jelenia z czymś złotym na  jednym z rogu- i Łapę. Teraz powinno się coś stać z Syriuszem lecz to nie zadziałało-Syriusz dlaczego się nie zmieniłeś?- zapytał Lupin
-Bo jej nie ufam!- wykrzyknął Black. W tym momencie jeleń zaczął dźgać Syriusz swymi rogami (wtedy Lily zrozumiała,że to złote coś jest na ścienie) i ten z naburmuszoną minął zamienił się w wielkiego czarnego psa.
- To Ty mnie uratowałeś. Ty byłeś tym wielkim czarnym czymś. Dzięki.- rzekła Lily
W tej chwili z postaci jelenia powstał James i zapytał:
-A ja to co?
-Nie skomentuję.-rzekła Lily i wyszła do pokoju wspólnego. Jak tam doszła zauważyła, że nikogo tam nie było.
-Pewnie są na uczcie-pomyślała Lily i poszła do swojego dormitorium.

Tam również nikogo nie zastała. Poszła na swoje łóżko i spojrzała na łóżko Mary. Na samą myśl zrobiło jej się smutno, wzięła kartkę koloru fioletowego i napisała list przepraszający po czym położyła go na jej łóżku.

środa, 13 listopada 2013

ROZDZIAŁ VI- "W skrzydle szpitalnym"

Lily Evans obudziła się dopiero 3 dni przed świętem Duchów, czyli 4 dni po incydencie. Gdy otworzyła oczy zobaczyła w oknie, że słońce dopiero co wstało czyli, że jest jakaś 7-8 godzina. Usiadła na łóżku i zobaczyła obok siebie na nocnym stoliczku 3 kartki i jedno pudełko czekoladowych żab. Pierwsza kartka była koloru różowego i gdy wzięła ją do ręki od razu poznała pismo Mary:
Droga Lily!
Smutno mi tu bez Ciebie. Bardzo się martwię.
Przepraszam, że wtedy uciekłam, ale byłam pewna, że biegniesz za mną.
Zobaczyłam, że Cię nie ma dopiero w Wieży Gryffindoru.
Od razu pobiegłam na dół. Gdy nagle zobaczyłam, że James niesie Cię nie przytomną o mało sama nie zemdlałam. Dorces i Cadrleen też się bardzo martwią, ale myślę że bardziej chodzi im o notatki które zazwyczaj im pożyczałaś niż o Twoje zdrowie J
Wracaj do nas!
Twoja oddana przyjaciółka
Mary
P.S To ode mnie ta czekoladowa żaba. Smacznego J.
Druga kartka była dość krótka, a do tego napisana na pogiętym pergaminie lekko ubrudzonym masłem. Był na niej taki tekst:
Lily!
Czy ty kiedykolwiek nauczysz się, ze warto mnie słuchać?
James <3
P.S Jak wyjdziesz, ze szpitala to umówisz się  ze mną?
Trzecia była, koloru błękitnego. Jak ją otworzyła zobaczyła tylko jeden wyraz, nawet nigdzie nie było podpisu. Widniało tylko to jedno słowo:
Przepraszam
-Hmm…ciekawe od kogo ta kartka.-pomyślała Lily po czym sięgnęła po pudełko z czekoladową żabą. Już miała ją prawie w buzi gdy usłyszała głos pani Pomfrey
-Kochaneczko! Ja rozumiem, że czekoladka jest dobra na zasłabnięcia, ale poczekaj do śniadania będzie za pół godzinki. Tak więc zapakuj ją powrotem.
-Dobrze-rzekła Lily i posłusznie wykonała zadanie
-Tak w ogóle to dawno się obudziłaś?- zapytała pielęgniarka
-Nie jakieś 5-10 minut temu.- odpowiedziała Evans
-Rozumiem. Widać, że rękami już możesz ruszać. To dobrze, bo ponoć przed zasłabnięciem nie mogłaś. To prawda?- zapytała Poopy
-Tak.-odpowiedziała krótko rudo włosa
-Yhm czyli mój eliksir jednak nie poszedł na marne to dobrze. Teraz odpocznij, bo po śniadaniu przyjdzie do Ciebie dyrektor kazał powiedzieć kiedy się obudzisz.-rzekła pielęgniarka
-Dlaczego przyjdzie do mnie dyrektor?- zapytała z lekkim przerażeniem Lily
-Szczerze to nie wiem, ale nie przejmuj się na pewno Cię teraz nie wywali jakby już miał to zrobić choć w to wątpie to raczej zrobi to jak wyzdrowiejesz.-pocieszyła pani Pomfrey i odeszła do swojego gabinetu.
         Tak jak powiedziała szkolna pielęgniarka tak się stało tuż po śniadaniu do skrzydła szpitalnego wtargnął sam Albus Dumbledore. Miał jak zwykle tą samą szatę lekko posiwiałe włosy oraz brodę i wyglądał z nad swych okularów-połówek. Na twarzy gościł promienny, szeroki uśmiech. Lily z nie pewną miną też odwzajemniła ten uśmiech. Dyrektor podszedł do jej łóżka, wyczarował krzesło i usiadł na nim po czym zapytał:
-Jak się czujesz Lily?
-W miarę dobrze.- odpowiedziała nadal nie pewnie Evans
-Otóż chciałbym z Tobą pomówić o pewnej rzeczy, która wydarzyła się nocą 4 dni temu. Z tego co wiem to napadł Cię wilkołak tak?
-Tak
-Dobrze, to znaczy nie dobrze nie ważne wróćmy do tematu jak do tego doszło, że byłaś na błoniach po zmierzchu?
-Jak wychodziłam było jeszcze w miarę jasno.
-Okej, ale zadałem inne pytanie.
-Noo-tu się zawahała nie chciała wkopywać swej najlepszej przyjaciółki, a też nie chciała skłamać dyrektora po dłuższym namyśle wybrała jednak tą drugą opcję i opowiedziała całą historię
-Hoho! Trochę się rozwinęłaś, a ja pytałem tylko dlaczego byłaś na błoniach? Wyobraziłem sobie tego jelenia to musiało być śmieszne, gdyby nie całe to zagrożenie. Otóż jest pewna osoba, która chce Ci wszystko to wytłumaczyć, ale pod jednym warunkiem. Nikomu nie piśniesz ani słowa. Dobrze?
-Dobrze.
-No mam Twoje słowo Lily Evans.- rzekła Dumbledore i puścił do niej oko- Poppy wprowadź chłopca, który stoi za drzwiami
-Dobrze tylko za długo nie siedźcie, bo ta dziewczyna potrzebuje odpoczynku!
Przez chwilę bała się, że to Potter stoi za tymi drzwiami. Jednak okazało się, że po chwili do skrzydła szpitalnego nie wszedł James ,a zrobił to Remus. Remus Lupin.
-Panna Lily obiecała, że nikomu nie powie nawet swej najlepszej przyjaciółce. No to teraz zostawiam Was samych. Do widzenia Poppy!
-Do widzenia Albusie!
-To co chcesz mi powiedzieć?- zapytała oszołomiona Lily
-Ehh…że p-przepraszam.- odpowiedział lekko jąkając się Lupin
-Za co?- zapytała zaciekawiona Evans
-Za to…że…eh…p-przez ze mnie tu trafiłaś.-powiedział jak najszybciej Remus.
-Nie, nie przez Ciebie przez wilkołaka i po części Pottera.-odpowiedziała Lily
-No właśnie czyli przez ze mnie.
-Nadal nie rozumiem
-Eh…no ten…jestem wilkołakiem.
-CO? Ty chyba żartujesz!
-Chciałbym, żeby tak było. No to ja już może pójdę
-Nie czekaj! Czyli o tym była mowa podczas meczu Qudditcha tak? To Ty czekałeś na końcu tunelu gdy Severus tam wszedł tak?
-Tak.
-Och dobra to, że jesteś wilkołakim to nie jestem zła na Ciebie ani od Ciebie się nie chcę odsunać, ale żeby zrobić takie świństwo Severusowi? Czytałam o wilkołakach i wiem, że podczas pełni  nie panujesz nad sobą, ale chyba poza nią byś mógł powstrzymać Syriusza nie?
-Ja nic nie wiedziałem o tym. Dowiedziałem się dopiero po pełni. Tak samo jak z Tobą James i Syriusz mi mówili co się tam stało.
-Skąd wiedział o tym Syriusz skoro go tam nie było?
-Eh…skoro znasz mój sekret czas byś poznała też ich nie wiem kiedy wyjdziesz ze szpitala ,ale jak to zrobisz to zgłoś się do nas a my Ci coś pokażemy okej?
-No nie wiem czy mogę zaufać. To znaczy tobie tak ufam, ale im nie w szczególności Potterowi, a na drugim miejscu Blackowi.
-Okej to ja już idę na transmutację! Pa! I…dzięki, że mnie nie pobiłaś.
-Spoko! I nie martw się nikomu nie powiem nawet Mary.
Lupin uśmiechnął się i  wyszedł. Lily jeszcze nigdy nie udało się tak dobrze rozmawiać z którymś z huncwotów. Co prawda zawsze z nich 4 najbardziej szanowała Lupina, ale jakiś większych kontaktów z nim nie miała. Teraz zrozumiała to dlaczego został prefektem. Aby mieć oko na swoich przyjaciół. Zerknęła jeszcze raz na swoją etażerką ze swymi kartkami i wzięła błękitną po czym na dole dopisała:

Remus Lupin

wtorek, 12 listopada 2013

ROZDZIAŁ V-"U Hagrida" & przeprosiny

Na wstępię chciałabym was bardzo,ale to bardzo przeprosić,że bez żadnej zapowiedzi nie umieściłam żadnego posta w sobota. Spowodowane było to wycieczką w niedziele do Tropical Island gdzie musiałam wstać 4 (;\) i nie zdążyłam przez pakowanie umieścić. Jeszcze raz bardzo przepraszam i w ramach tych przeprosin jutro dodatkowy post ;-) Miłego czytania! Enjoy!
_________________________________________________________________________________
Wieczorem tego samego dnia Lily, wraz z Mary odrabiały lekcje w pokoju wspólnym Gryffindoru przy stoliku stojącym tuż przed dziurą w portrecie. Gdy już kończyły długie wypracowanie dla Slughorna o eliksirze miłosnym, Lily zauważyła, że przez „wyjście” właśnie wychodzili Lupin, Pettigrew, Black i Potter. Natychmiast wstała i ich zatrzymała.
-Gdzie wy idziecie ?-zapytała Lily z nutą przerażenia w głosie
-Nie Twój interes Evans!- krzyknął Syriusz
-Tylko mi nie mówcie, że idziecie śledzić Sami-Wiecie-Kogo…Remus gdzie wy idziecie?- zapytała jeszcze bardziej przerażona Lily
-Oo! Czyżby Evans nagle zaczął obchodzić nasz los?- zapytał drwiąco James. Rudo włosa zignorowała to i ponownie zapytała
-Remus gdzie wy idziecie?
-Przykro mi Lily, ale nie możemy Ci powiedzieć. To strasznie ważne.- rzekł Lupin i cała czwórka przepchnęła się przez Evans i odeszła.
Lily wróciła do stolika, gdzie zastała uradowaną Mary.
-Skończyłam!- oznajmiła
-Cieszę się.- odpowiedziała bez zmyślnie Lily
-Co Ci trapi?- zapytała przyjaciółka
-Nic.- skłamała rudo włosa
-Widzę, że coś Ci jest. Dobra co nam jeszcze zostało?- zapytała zmieniając temat Macdonald
-Emm…została nam jeszcze opieka nad magicznymi stworzeniami i zaklęcia.- rzekła Lily
-To może ONMS?- zapytała Mary
-Co? –zdziwiła się Evans
-Opieka nad magicznymi stworzeniami.- wyjaśniła przyjaciółka
-Aha…No dobra.- zgodziła się Lily
Gdy wyjmowała książkę i pergamin usłyszała krzyki Mary.
-O nie! Moją książkę zostawiłam u Hagrida.
-Dlaczego byłaś u Hagrida i zostawiłaś tam tą książkę?- zapytała Lily
-No wiesz…Hagrid lubi zwierzątka.-rzekła Mary
-Ehh…dobra jeszcze mamy 40 minut do 21 więc chodźmy.… Kurde co ja powiedziałam przecież Sam-Wiesz-Kto pląta się po Hogwarcie!-krzyknęła Evans
 -Spokojnie, do Hagrida mamy jakieś 7 minut drogi, a on nas chyba ochroni nie?- zapytała przekonując przyjaciółkę Mary
-No…eh…dobra.-zgodziła się nie chętnie Lily
         Po około 25 minut obie dziewczyny wyszły z chatki Hagrida w znakomitym nastroju śmiejąc się co chwilę.  Gdy zmierzały w stronę zamku Mary zauważyła, że coś porusza się po Zakazanym Lesie.
-Lily! Co tam jest?- zapytała Mary wskazując palcem na Zakazany Las
-Nie wiem a jak to Sam-Wiesz-Kto?- zapytała z przerażeniem
-N-Nie wiem m-mam nadzie-eję,że t-to jed-dnak nie on-n.- powiedziała jąkając się Macdonald
Obie dziewczyny przytuliły się do siebie i wpatrywały w punkt w Zakazanym Lesie.
-Mary to coś się do nas zbliża!- krzyknęła Lily
-Wiem co to jest! TO WILKOŁAK!- krzyknęła Mary
-CO?
-WIEJMY! TERAZ! AAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!
-Hej czekaj patrz tam też jest jeleń i pies. Co robi ten jeleń…czy on skacze na tego wilkołaka?- zapytała z niedowierzaniem przyjaciółkę Lily. Gdy spojrzała w bok uświadomiła sobie, że jej już nie ma. Ogarnęła ją panika! Nagle poczuła ciepły oddech na karku. Obróciła się i ujrzała WILKOŁAKA!
-AAAAAAAAAA! POMOCY! AAAAAAAAAAA! –wrzeszczała w wniebogłosy Lily. Nagle wilkołak skoczył na nią. Z przerażenia zamknęła oczy. Czuła ciężkie pazury wbijające jej się do obu ramion oraz ślinę na brodzie. Otworzyła oczy. Zobaczyła przed sobą straszny ryjek z wielkimi zębami i oczy z nienormalnie powiększonymi źrenicami. Zaczęła wić się jak opętana by uwolnić się z pod dwóch łap, lecz to na nic. Wołała o pomoc lecz tu też robiła to na marne.
-Zaraz umrę, albo stanę się wilkołakiem. Nie wiem co gorsze. Chyba śmierć.- pomyślała Lily . Nagle coś czarnego i dużego skoczyła na wilkołaka  i odciągnęło jego od niej. Próbowała wstać lecz ręce jej odmawiały. Po paru minutach zażartej walki pomiędzy czymś wielkim i czarnym (chyba to pies),a wilkołakiem stanęła nad nią postać z rozczochraną czupryną i podała jej rękę. Lily próbowała którąkolwiek podnieść lecz to jej nie wychodziło. Obcy najwyraźniej zauważył to bo podniósł ją i postawił na nogi. Dopiero w świetle pełni można było dostrzec, że to James Potter.
-Co Ty tu robisz?- zapytała Lily
-Chyba właśnie Ci ratuję życie- odrzekł z przekąsem James
-Nie powinieneś tu być. Ostrzegałam Cię!- krzyknęła Lily
-A Ty to specjalny wyjątek?- zapytał też podnosząc głos Potter
-Nie ja po prostu musiałam wyjść- rzekła Evans już trochę spokojniej
-My też!- prychnął James
-Dobra nie ważne! TU JEST WILKOŁAK!- wykrzyknęła Lily
-100 punktów za spostrzegawczość Evans! A teraz radzę Ci wiać!- poradził James
-A ty?
-Ja muszę tu chwilę zostać. Ty już idź!
-No a co z Tobą. Nie mówię, że mi na Tobie zależy, ale nie chcę żadnej śmierci.
-A szkoda, że Ci na mnie nie zależy, bo bym się z Tobą umówił, ale mniejsza o to WIEJ!
-NIE ROZKAZUJ MI!
-JA CI NIE ROZKAZUJĘ! TYLKO MÓWIĘ ŻEBYŚ JUŻ SOBIE POSZŁA BO JAKBY NIE PATRZEĆ WILKOŁAK JEST NA BŁONIACH!
-NO PRZECIEŻ WIDZĘ, ALE TY TEŻ MASZ IŚĆ!
-TERAZ TO JUŻ JEST TROCHĘ ZA PÓŹNO BO ZA TOBĄ JEST WILKOŁAK!
-CO?
I w tym momencie na Lily ponownie skoczył wilkołak, tyle że tym razem przygniatał jej plecy. Już prawie nie mogła oddychać przez nie go.

-Durny Potter! Przez tego głupka zaraz umrę!- pomyślała Lily po czym straciła świadomość.