- Jeden (albo jedna bo raczej był damski
głos) z nich rzekł\a:
-Kto jest zagubionym czarodziejem, że wzywa Błędnego Rycerz ? No
chodź pomożemy Ci.
-Nie ufam Ci kuzyneczko nawet w masce mogę rozpoznać Twój ohydny
głos!- krzyknął Syriusz
-Och Syriuszu nie ładnie tak opuszczać rodzinnych świąt. Niu niu
niu! Jeszcze się zagubiłeś skoro wzywałeś Błędnego Rycerza. Oj Ty nie grzeczny
biedny chłopcze.
-Nie wzywaliśmy Błędnego Rycerza!
-A na dodatek kłamiesz! No ładnie ale widocznie był tu znak
otworzony.
-Nie nie był! Trzeba dać rękę z różdżką do góry.
-KŁAMIESZ! Mieliśmy wezwanie, bo jak widzisz Błędny Rycerz ma
wolne. Dziś my podwozimy zagubionych czarodziei. Do samego Czarnego Pana.
Będziecie bardzo dobrą przekąską dla
samej Nagini! Tak w ogóle to jak was zwą.
-Co Cię to obchodzi!
- A dużo. BRAĆ ICH!
Wraz z tymi słowami każdego z nich oplotły ręce mężczyzny bądź
kobiety w masce. Potem bardzo dziwne uczucie miała Lily czuła jakby latała w
powietrzu w innej bardzo bolesnej formie. Po około 5 minutach byli w dziwnym
ciemnym pomieszczeniu. Z końca różdżki jednego ze śmierciożerców wystrzelił
promyk światła na pobliską świecę. Natomiast z różdżki drugiego wystrzeliły
liny, które oplotły całą piątkę.
-Hmmm kogo by tu najpierw Ene due hokus pokus czary mary dzisiaj
idziesz właśnie ty! Imperius!- zapiszczała Bellatriks i powlokła za sobą
Caroline
-Gdzie oni ją prowadzą?- zapytała z przerażeniem Lily
-Nooo eee na tortury-powiedziała z trudem Syriusz
-CO?! Nie! CAROLINE! CAAAAROOOOLINEEEEE!
-Co Ty robisz? Wydzieraniem się nic nie zdziałasz!
-Skąd wiesz?- zapytała z pogardą Lily i gdy usłyszała wrzaski
swojej przyjaciółki zaczęła jeszcze bardziej wołać jej imię. Dobre 10 minut
Lily krzyczała jej imię, a Caroline darła się w niebo głosy i na darmo James i
Syriusz ją uciszali, aż w końcu przyszedł wysoki i tęgi mężczyzna w masce i
powiedział.
-Czy wy musicie się tak drzeć spokojnie was też po torturujemy!
-Tak musimy.- odpowiedziała wojowniczo Lily
-Lily proszę Cię.- szepnął do niej James lecz ona nie miała
zamiaru go słuchać
-Ooo. Mamusia nie nauczyła Cię, żeby nie pyskować. Za to będziesz
kolejna.-zagrzmiał potężny głos śmierciożercy
-Mogę iść nawet teraz jeżeli wypuścicie Caroline.- rzekła Lily
-Evans!- powiedział pół głosem James
- A wiesz o tym, że ta Twoja koleżaneczka jest mugolem? A może Ty
też nim jesteś hm?
-Nie nie jestem, ale moi rodzice tak.
-Evans takich rzeczy nie mówi się śmierciożercy!- krzyknął już
Potter
-Oo szlama. CRUCIO!
To co się wydarzyło potem to był istny koszmar. Potężny
śmierciożerca rzucał co chwile zaklęcie
Cruciatus, które wywoływało silne bóle nerwów na biednej Lily. Ona darła się w
niebo głosy. Ból był przerażający. Łzy spływały jej po policzkach. Powoli już
nie wytrzymywała. W końcu jej organizm nie wytrzymał. Kątem oka zobaczyła jak
James cudem uwolnił się z pod lin i zemdlała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz