sobota, 28 grudnia 2013
sobota, 21 grudnia 2013
ROZDZIAŁ XII- "Obliviate" & życzenia
Z okazji zbilażających się świąt Bożego Narodzenia chciałabym Wam życzyć Wesołych Pogodnych Świąt, abyście spędzili jak najlepiej i przede wszystkim jako zdrowi ludzie :) Z tej również okazji dzisiaj meeeeeeeega dłuuuuuuuugi post :) Mam nadzięje,że nie zanudzę ;-) Taki mały prezencik ode mnie dla moich wytrwałych fanów :*
_________________________________________________________________________________
_________________________________________________________________________________
Transport proszkiem Fiuu nie zaliczał się
do najprzyjemniejszych, ale do jedynych jakich mogli użyć. Gdy znaleźli się w
Ministerstwie Magii Lily zaczęła się obawiać, że misja się nie powiedzie lub że
ktoś ich zobaczy, a wtedy mieliby kłopoty. Natomiast dla Jamesa i Syriusza były
to kolejna przygoda z nieco większą kpiną. Evans wkurzała się na nich za to ich
wyluzowanie. Według niej chłopacy zupełnie to sobie olali z momentem wejścia do
Ministerstwa. Cała trójka błądziła teraz po korytarzach. Według nich była to
wieczność, ale tak naprawdę nie minęło nawet 10 minut. Wreszcie znaleźli drzwi
z tabliczką z napisem:
DEPARTAMENT USUWANIA PAMIĘCI
NIE UPOWAŻNIONYM WSTĘP WZBRONIONY
-Tu musi być Caroline.- rzekła zadowolona Lily
-100 punktów za inteligencje- rzekł ironicznie Syriusz
-Och zamknij się tylko wchodź!- rzekła Lily i już chciała wejść
gdyby nie to, że ktoś złapał ją za tył koszulki
-LILY! Nie możesz sobie tam tak po prostu wejść. Musimy znaleźdź
jakieś inne tajne wejście lub chociaż zobaczyć przez dziurkę od klucza…
-Lub przez wszechwidzące oczy- wtrącił Syriusz
-No właśnie i obmyślać plan. Co ty Evans myślisz, że te wszystkie
kawały były improwizowane? Oczywiście, że nie prócz paru wyjątków. – powiedział
James
-Potter my nie mamy czasu!- krzyknęła Lily
-Po pierwsze to nie krzycz, bo
zaraz ktoś zauważy, że trzech piętnastolatków jest nielegalnie w
Ministerstwie Magii, a po drugie to wiem Evans. Wyobraź sobie, że mam rozum.
-Och to dajcie te wszechwidzące oczy i obmyślimy ten plan byle
szybko.- zgodziła się Lily
Syriusz wyjął jedną
parę okularów na których szkiełkach były jakby namalowane oczy. Nałożył,
spojrzał przez drzwi i dał Jamesowi, który zrobił to samo i podał Lily, która
również je założyła. Spojrzała przez drzwi i zauważyła dwóch chudych mężczyzn.
Jeden miał blond włosy drugi koloru kasztanowego. Obaj stali tyłem i byli
ubrani w czarne szaty. Pomiędzy nimi stało krzesło na którym siedziała
najprawdopodobniej Caroline. Blond włosy mężczyzna miał wyciągniętą rękę z
różdżką w kierunku najlepszej przyjaciółki Evans i coś mówił (prawdopodobnie
jakieś zaklęcie). Jak trochę się oddaliło to można było zauważyć, że przed
drzwiami stoi parawan. Pewnie dlatego, że jakby ktoś wszedł to żeby nie
przeszkodził. Dla naszej trójki było to tylko wielkie ułatwienie misji.
-OK. To co robimy?- zapytała Lily ściągając okulary
-Em….staramy się po cichu i nie zauważalnie przejść przez drzwi
przecież przed nimi stoi parawan, ale co dalej….hm….szkoda, że nie mamy trzech
par okularów bylibyśmy na bieżąco.- rzekł James
-A gdyby je tak potroić?- zapytała Lily- Co prawda ćwiczyliśmy
dopiero zaklęcie podwajające, ale gdyby tak podwojone okulary jeszcze raz
podwoić mielibyśmy już 3 pary.
-Kurczę, że też na tej lekcji musieliśmy rozwalać kible. –rzekł
Syriusz- Evans umiesz?
-Średnio. Zresztą sam pan Flitwick powiedział, że naszej klasie
przyda się jeszcze jedna lekcja ćwiczenia tego zaklęcia.- powiedziała
usprawiedliwiając się rudowłosa
-Evans. Tylko ty znasz
zaklęcie spróbuj. –powiedział Potter
-Ale na lekcji często rozwalałam te przedmioty, ponieważ zaklęcie
jest strasznie podobne. Jeżeli teraz tak zrobię? – zapytała przerażona Lily
-Chcesz uratować Caroline czy nie? My nie znamy zaklęcia ty tak.
–rzekł Syriusz
-Och no dobra. Huh. Raz, dwa, trzy … Redecto. – powiedziała Lily cała się
trzęsąc. Na początku coś huknęło i okulary zniknęły. Wszyscy byli przerażeni,
lecz potem te same okulary pojawiły się ze swoimi bliźniakami. Uradowana Lily
wymówiła zaklęcie ponownie i cała trójka już miała na sobie okulary. Niestety
hałas przyciągnął pracowników Ministerstwa Magii i ledwo Lily, James i Syriusz
weszli niezauważalnie do Departamentu Usuwania Pamięci. Gdy tam weszli zauważyli
jak owy blond włosy mężczyzna trzyma różdżkę nad głową Caroline i przytrzymuje
jakiś srebrny kłębek, oraz przenosi go na ścianę. Okazał się on wspomnieniem
Caroline. Teraz srebrny kłębek rozpłaszczył się na ścianie i można było oglądać
jej wspomnienie jak w telewizorze. Było to wspomnienie z lekcji w-fu kiedy
miała 10 lat.
Dziesięcioletnia Caroline rozmawiała z rudowłosą dziewczyną. Była to
dziesięcioletnia Lily Evans. Obie stały na końcu kolejki do rzucania piłką
lekarską.
-No opowiadaj! Przyjaciółce nie powiesz.-
mówiła z przejęciem Walker
-No powiem ,powiem. Więc tak po lekcji gry
na pianinie Chris czekał przed szkołą. Przywitałam się i zapytałam co tu robi.
Powiedział, że czeka na kogoś bardzo ważnego, więc zapytałam czy mogę wiedzieć
na kogo. On odpowiedział twierdząco, tak więc zapytałam kto to i wtedy
powiedział, że to ja. Nie mogłam w to uwierzyć i zapytał czy nie chciałabym z
nim chodzić. Jejciu to było takie cudowne no i się zgodziłam. Wiem, że mamy
dopiero 10 lat, ale on jest taki uroczy. Chyba naprawdę go kocham.- mówiła
rozmarzona Evans
-Jeju jak ci zazdroszczę! Chris jest taki
ładny. – mówiła Caroline
-No wiem! I jaki miły. Dzisiaj niósł mi
torbę na każdej przerwie i wytłumaczył matematykę.- mówiła z przejęciem Lily
-LILY UWAŻAJ!- krzyknął ktoś z boku. Nagle Lily odwróciła wzrok i chyba doszło do niej, że już nikt przed nią
nie stoi, a na nią leci 3 kg
piłka lekarska. Widać było, że ogarnęła ją panika i nie wiedział co zrobić.
Nagle ni z tąd ni z owąd rudowłosa dziesięciolatka była w powietrzu, a piłka
przeleciała pod nią i runęła o ścianę, a Lily o podłogę.
-LILY! Nic Ci nie jest?- zapytała
zatroskana Caroline.- Jak to zrobiłaś?
-Nic mi nie jest. I nie wiem jak to
zrobiłam. Szczerze. To był dziwne, ale cudowne. Ja latałam!- mówiła szczęśliwa
Lily
-Odsuńcie się od niej! Robicie wielkie
halo, a ona tylko podskoczyła. Lily nie wolno kłamać. Po prostu masz dobry
refleks i tyle.- skarciła nauczycielka w-fu. Tu wspomnienie zostało zatrzymane
za klęciem Caesum Adnotatus
-Ta ruda musi być magiczna. –stwierdził
mężczyzna o kasztanowych włosach
-No to co robimy szukamy innych wspomnień
na potwierdzenie czy od razu kasujemy ją z jej życia.- powiedział blond włosy
mężczyzna
-Nie chce mi się, ale jeżeli znowu
usuniemy jakiegoś mugola, bo źle odczytaliśmy wspomnienie szef nas wywali.-
rzekł drugi pracownik
-No dobra to Aetites Adnotatus Aetites Adnotatus Aetites Adnotatus Aetites Adnotatus
– powtarzał wielokrotnie blond włosy
pracownik i za każdym razem kłębek był innego koloru. Robił to dopóki nie był
koloru srebrnego i, gdy to się już stało znów najechał nim na ścianę i stał się
„telewizorem”.
Teraz dziewczyny miały po jednaście lat i
były na placu zabaw z jeszcze jedną dziewczyną o 2 lata od nich starsza.
-Chodź Lily na ściankę wspinaczkową!-
krzyknęła Caroline
-Ok! Tunia idziesz?- rzekła Lily
-Och nie ja sobie usiądę na ławce.- rzekła
Tunia- I tak jestem tu tylko po to by się wami opiekować.
-No dobra.- rzekła Lily i razem z Caroline
pobiegły na ściankę. Oczywiście Lily musiała się ześlizgnąć noga, ale na
szczęście jakaś magiczne moc zapobiegła przed złamaniem jej. Wystraszona Tunia
podbiegła by ratować siostrę, ale to się okazało na marne.
-Kurde! Robisz to już po raz kolejny. Mam
już tego dosyć!- powiedziała lekko wkurzona Petunia
-Przecież nie zleciałam specjalnie, a to
że nic mi się nie stało to chyba dobrze nie?- powiedziała usprawiedliwiając się
Lily
-Och! Dobra chodźmy już.- rzekła Tunia i
wspomnienie znów urwało się.
-Okej to mamy pewniaka. Czyli usuwamy Lily
czy jak ją tam zwą.- rzekł ten pracownik który trzymał różdżkę w ręku i już
wymawiał zaklęcie, lecz przerwało mu krzyk.
-Czekaj!- krzyknęła Lily świetnie udając
męski głos
-Co?- zapytał pracownik
-Ja…-zaczął drugi pracownik, lecz Evans
mówiąc męskim głosem dokończyła
-powiedziałem czekaj. Do trzech razy
sztuka.
-Skoro tak twierdzisz, ale proszę po tym
już ją usuwamy nie chce mi się już tu siedzieć jutro Boże Narodzenie Aetites Adnotatus Aetites Adnotatus Aetites
Adnotatus …
-Czekaj , czekaj co oznacza biały kolor?-
zapytał już prawdziwy pracownik
-To, że ktoś wspominał o magii, ale nie
była użyta.
-Trzeba to sprawdzić.
-Racja, jeżeli to ta ruda to jest mega
debilem.
Caroline od ostatniego wspomnienia bardzo urosła. Przypominała tą
dzisiejszą Caroline, więc zapewne na tym wspomnieniu miała 15 lat. Siedziała w
fotelu i czytała książkę. Nagle do drzwi ktoś zapukał. Wstała i otworzyła
drzwi. W progu stał Chris cały uradowany. Bez żadnej zapowiedzi wszedł do
środka, zamknął drzwi i pociągnął Walker za rękę do salonu. Usiedli i zanim
cokolwiek zdążyła powiedzieć Chris zaczął mówić.
-CAROLINE! Nie uwierzysz moja siostra jest
czarownicą! Naprawdę jest. Dziś przyszedł do nas olbrzym nazywał się Hagrid i
przyniósł list z Hogwartu! Szkoda, że jesteśmy mugolami też byśmy mogli tam
uczęszczać no, ale cóż. Teraz też tak sobie pomyślałem, że to tajemnicze
zniknięcie Lily może mieć coś z tym wspólnego. No popatrz Tunia mówi, że jest w
wariatkowie. Może jest zazdrosna o magiczne moce swojej siostry. Nic nam nie
powiedziałam bo zapewne miała dużo na głowie. Wiesz zakupy na Pokątnej itp.
-Chris, chyba dostałeś udaru słonecznego.
Nie istnieje takie coś jak magia. To jest w bajkach dla dzieci. Owszem wszyscy
w to wierzyliśmy jak mieliśmy po 5 lat, a Lily jest zdrajczynią która nie raczy
powiedzieć, że zmienia szkołę, bo szybko zapomina o swoich starych
przyjaciołach. Chris serio w to poszedłeś? Megan ma 11 lat wiesz teraz modna
jest ta książka „Magia jest wszędzie” opowiadająca o jakiejś tam dziewczynie
uczęszczającej do magicznego zgrupowania. Nie pamiętam jak się ono nazywa, ale
zapewne Hogwart. Jak się tam dostaniesz
to dostajesz list od magicznego stworzenia. Megan po prostu chce być jak ta
dziewczyna i pewnie bawi się z koleżankami, a tobie opowiedziała zabawę.
-Caroline! Ja widziałem na serio tego
olbrzyma i ten list, a Hogwart to nie jakieś tam zgrupowanie tylko Szkoła Magii
i Czarodziejstwa.
-Chris wiesz umówiłam się z Julią na
zakupy za chwilkę i nie chce cię wyganiać, ale…
-Okej! Już idę. Tak czy siak chcę zobaczyć
Pokątną. PA!
-Caesum
Adnotatus To co robimy tego chłopaka też usuwamy?-zapytał blond włosy
mężczyzna
-Nie czekaj zerknijmy na jego CV- rzekła
drugi
-Ok.
Persona
W tym momencie obok „TV” ukazała się taka
tabela:
|
IMIĘ\IMIONA
|
Christopher
|
|
NAZWISKO
|
Stewart
|
|
WIEK
|
15 lat
|
|
KREW
|
mugol
|
|
STAN KRWI NAJBLIŻSZEJ
RODZINY
|
Mama: mugol
Tata: mugol
Siostra: czarownica
|
|
RELACJE MIĘDZY
PRZESŁYCHIWANĄ
|
Chłopak i kolega z klasy
|
-Nie możemy mu usunąć pamięci, bo ma siostrę czarownicę czyli jest
w to wplątany.
-Czyli co robimy?
-Tej Caroline usuwamy z życia Lily i tak jej nie spotka, bo jest w
Hogwarcie, oraz zmieniamy relacje między tym Chrisem, a Caroline na samo kolega
z klasy na wszelki wypadek. Nie chce kolejnej modyfikacje.
-Tak więc co zaczynamy.
-Obliviate
( tu słuchamy muzyczki, aby się wczuć i wyobrażamy sobie tą przejmującą scenę
xdd http://www.youtube.com/watch?v=7RkRlgYGdbY
)
-Lily nic już nie zadziałaś- powiedział szeptem James, który zdjął
okulary.
-To po co my tu przyszliśmy bym patrzyła na to wszystko.
–powiedział przez łzy Lily
-Hej, nie płacz.- powiedział Potter i chciał ją objąć, lecz ta nie
pozwoliła mu na to
-Nie dotykaj mnie. Dajcie mi proszek Fiuu i zmywam się z tąd po co
mam patrzeć, jak usuwają mnie z życia Caroline.
-Chodź pójdziemy razem i tak wracasz do mojego domu.
-Świetnie jeszcze tego brakowało bym wracał do Twojego ohydnego
domu.
-Evans!
-Och daj mi ten proszek Fiuu i się zmywamy.
Po tych słowach cała trójka wyszła z departamentu nie zauważalnie
i tak samo dotarła do kominków. Bez problemów dotarli do doliny Godryka
Gryffindora.
sobota, 14 grudnia 2013
ROZDZIAŁ XI- "Straszna nowina"
Lily otworzyła oczy, znalazła się na miękkim podłożu w
pomieszczeniu w którym jeszcze nigdy nie była. Miał zielone ściany na których
wisiały dwa obrazy na których postacie poruszały się. Pokój był nie wielkich
rozmiarów. Było tam tylko łóżko, stoliczek na którym stały różne eliksiry i
małe okno w kształcie koła z którego był widok na zaśnieżony piękny krajobraz.
Evans leżała właśnie na tym łóżku wysłanym pościelą w tym samym kolorze co
ściany. Do małego pokoiku wszedł James. W pierwszej chwili, gdy ujrzał siedzącą
na łóżku rudowłosą dziewczynę przestraszył się lecz potem uśmiechnął się i zawołał:
-Mamo! Lily się obudziła!
Na te słowa po paru minutach do pokoju weszła grubo koścista
kobieta, która twarz miała identyczną do twarzy jej wroga- Pottera. Uśmiechnęła
się i zapytała życzliwym tonem:
-Jak się czujesz skarbie? Dawno się obudziłaś?
-Yyy….dobrze…iii…nie nie dawno. Tak w ogóle to kim pani jest?
-Och! Gdzie moje maniery. Jestem Dorea Potter, mama Jamesa.
-Dzień dobry. Ja Lily Evans, ale to już pewnie pani wie.
-Och wiem słońce.
-Która jest godzina proszę pani?
-Już Ci mówię…17.42 (5.42 PM) nadal jest 24.12. Aha kochanie na
święta Twoja rodzina przyjedzie do nas właśnie cudem zadzwoniłam przez pele…nie…fele…nie
tele…tak przez telefon i nawet dobrze mi szło.
-CO? Moja rodzina tu przyjdzie?
-Tak skarbie.
-Nie sądzę by moje siostra przyjechała do magicznego domu.
-Lily nie wypuszczę Cię stąd dopóki nie dojdziesz do siebie, a
pewnie święta chciałabyś spędzić też w rodzinnym gronie, a Twoi rodzice wyrazili
zgodę, przyjadą na 20.00 (8 PM)No to już was zostawiam tu samych. James nie
zapomnij mi przypomnieć bym za jakąś godzinkę przyszła do panny Lily i dała
eliksir.
-Ok!
Gdy wyszła pani Dorea w tym samym momencie do pokoju wszedł
Syriusz.
-Tu jesteś! A ja Ciebie szukałem. O! Evans się obudziła.- rzekła
Black
-Gdzie jest Caroline, Chris i Megan? Tutaj?- zapytała Lily
-Yyy…no… Chris i Megan są w domu, a Caroline…no…jak by Ci to
powiedzieć-mówił z trudem James
-NO MÓW!- krzyknęła Evans, która zaczęła się martwić o
przyjaciółkę.
-Huh…no dobra…Em…ona jest w…mmmm…Ministerstwie Magii-wydukał
Potter
-Co? Dlaczego? Przecież ona nie jest czarownicą.-mówiła nie
dowierzając Lily
-No i w tym cała rzecz, bo też widzisz…Caroline…miała jakieś 20
minut temu styczność z magią czego mugolom nie wolno…no i widzisz Ministerstwo
Magii by chronić nasz świat musi jej…uuu…uu…usunąć pamięć.-powiedział ledwo
James
-CO? Nie to jest wasz kolejny żart. Prawda? Och nie wolno tak
sobie żartować. Potter, Black to jest żart tak? POWIEDZCIE SZCZERZE!- pytała
Evans coraz bardziej przerażona
-Niestety nie Evans.- rzekł Syriusz
-Haha! Bardzo śmieszne. –powiedziała ironicznym tonem rudowłosa
-Ale Evans to nie jest żart. Naprawdę. Caroline zabrali przed
jakimiś 5 minutami z mojego domu, gdy mama ją leczyła w pokoju obok. Nie
mogliśmy nic zrobić. Tata, mama wszyscy protestowaliśmy nie udało się nam. Ba!
Nawet mój tata dostał wezwanie do Wizengamotu za wtajemniczanie mugola w magię.
Lily to już nie jest spokojny świat odkąd władzę objął Lord Voldemort. Tak nie
boję się wymawiać tego nazwiska.-rzekł James, a w jego głosie można było
usłyszeć, że nie kłamał
-Jeżeli jest faktycznie jak mówisz to chodźcie czym prędzej do
tego Ministerstwa ratować Caroline!- krzyknęła przerażona Lily
-Evans to nie takie łatwe po pierwsze nie mamy jak się tam dostać,
a po drugie nie możesz iść w takim stanie.- powiedział James
-I kto to mówi.…Czekaj niech pomyśle czym byśmy mogli się
dostać do Ministerstwa, bo to zapewne
jest daleko prawda?
-W samym centrum Londynu.
-Kurcze…hm…JUŻ WIEM! Proszek Fiuu!
-No tak proszek Fiuu teraz tylko odwrócić uwagę rodziców i
załatwione! Czekaj, czekaj skąd ty
wiedziałaś o proszku Fiuu?
-Snape mi opowiadał.
-O nie.
-Ej!
-No dobra przepraszam.
-To co, robimy?
-Pewnie- zgodzili się oboje.
-Okej to pokażcie gdzie macie kominek, proszek Fiuu i jak można
odwrócić uwagę.
-Tym ostatnim to my się akurat zajmiemy. Uwierz mamy większe
doświadczenie.
W tym momencie wszyscy wybuchli śmiechem. Lily chyba po raz
pierwszy tak dobrze rozmawiało się z Jamesem i Syriuszem. Zapewne było
spowodowane to tragedią Caroline. Lecz wróćmy do planów trójki piętnastolatków.
Potter i Black bez problemów odwrócili uwagę rodziców tego pierwszego chłopca.
Lily choć lekko kręciło się w głowie to nie rezygnowała z planów uratowania
przyjaciółki. Gdy salon z kominkiem był już wolny James wytłumaczył rudowłosej
jak korzystać z tego środka transportu i dojechali do Ministerstwa.
sobota, 7 grudnia 2013
ROZDZIAŁ X- "Ludzie w maskach"
- Jeden (albo jedna bo raczej był damski
głos) z nich rzekł\a:
-Kto jest zagubionym czarodziejem, że wzywa Błędnego Rycerz ? No
chodź pomożemy Ci.
-Nie ufam Ci kuzyneczko nawet w masce mogę rozpoznać Twój ohydny
głos!- krzyknął Syriusz
-Och Syriuszu nie ładnie tak opuszczać rodzinnych świąt. Niu niu
niu! Jeszcze się zagubiłeś skoro wzywałeś Błędnego Rycerza. Oj Ty nie grzeczny
biedny chłopcze.
-Nie wzywaliśmy Błędnego Rycerza!
-A na dodatek kłamiesz! No ładnie ale widocznie był tu znak
otworzony.
-Nie nie był! Trzeba dać rękę z różdżką do góry.
-KŁAMIESZ! Mieliśmy wezwanie, bo jak widzisz Błędny Rycerz ma
wolne. Dziś my podwozimy zagubionych czarodziei. Do samego Czarnego Pana.
Będziecie bardzo dobrą przekąską dla
samej Nagini! Tak w ogóle to jak was zwą.
-Co Cię to obchodzi!
- A dużo. BRAĆ ICH!
Wraz z tymi słowami każdego z nich oplotły ręce mężczyzny bądź
kobiety w masce. Potem bardzo dziwne uczucie miała Lily czuła jakby latała w
powietrzu w innej bardzo bolesnej formie. Po około 5 minutach byli w dziwnym
ciemnym pomieszczeniu. Z końca różdżki jednego ze śmierciożerców wystrzelił
promyk światła na pobliską świecę. Natomiast z różdżki drugiego wystrzeliły
liny, które oplotły całą piątkę.
-Hmmm kogo by tu najpierw Ene due hokus pokus czary mary dzisiaj
idziesz właśnie ty! Imperius!- zapiszczała Bellatriks i powlokła za sobą
Caroline
-Gdzie oni ją prowadzą?- zapytała z przerażeniem Lily
-Nooo eee na tortury-powiedziała z trudem Syriusz
-CO?! Nie! CAROLINE! CAAAAROOOOLINEEEEE!
-Co Ty robisz? Wydzieraniem się nic nie zdziałasz!
-Skąd wiesz?- zapytała z pogardą Lily i gdy usłyszała wrzaski
swojej przyjaciółki zaczęła jeszcze bardziej wołać jej imię. Dobre 10 minut
Lily krzyczała jej imię, a Caroline darła się w niebo głosy i na darmo James i
Syriusz ją uciszali, aż w końcu przyszedł wysoki i tęgi mężczyzna w masce i
powiedział.
-Czy wy musicie się tak drzeć spokojnie was też po torturujemy!
-Tak musimy.- odpowiedziała wojowniczo Lily
-Lily proszę Cię.- szepnął do niej James lecz ona nie miała
zamiaru go słuchać
-Ooo. Mamusia nie nauczyła Cię, żeby nie pyskować. Za to będziesz
kolejna.-zagrzmiał potężny głos śmierciożercy
-Mogę iść nawet teraz jeżeli wypuścicie Caroline.- rzekła Lily
-Evans!- powiedział pół głosem James
- A wiesz o tym, że ta Twoja koleżaneczka jest mugolem? A może Ty
też nim jesteś hm?
-Nie nie jestem, ale moi rodzice tak.
-Evans takich rzeczy nie mówi się śmierciożercy!- krzyknął już
Potter
-Oo szlama. CRUCIO!
To co się wydarzyło potem to był istny koszmar. Potężny
śmierciożerca rzucał co chwile zaklęcie
Cruciatus, które wywoływało silne bóle nerwów na biednej Lily. Ona darła się w
niebo głosy. Ból był przerażający. Łzy spływały jej po policzkach. Powoli już
nie wytrzymywała. W końcu jej organizm nie wytrzymał. Kątem oka zobaczyła jak
James cudem uwolnił się z pod lin i zemdlała.
Subskrybuj:
Posty (Atom)