środa, 13 listopada 2013

ROZDZIAŁ VI- "W skrzydle szpitalnym"

Lily Evans obudziła się dopiero 3 dni przed świętem Duchów, czyli 4 dni po incydencie. Gdy otworzyła oczy zobaczyła w oknie, że słońce dopiero co wstało czyli, że jest jakaś 7-8 godzina. Usiadła na łóżku i zobaczyła obok siebie na nocnym stoliczku 3 kartki i jedno pudełko czekoladowych żab. Pierwsza kartka była koloru różowego i gdy wzięła ją do ręki od razu poznała pismo Mary:
Droga Lily!
Smutno mi tu bez Ciebie. Bardzo się martwię.
Przepraszam, że wtedy uciekłam, ale byłam pewna, że biegniesz za mną.
Zobaczyłam, że Cię nie ma dopiero w Wieży Gryffindoru.
Od razu pobiegłam na dół. Gdy nagle zobaczyłam, że James niesie Cię nie przytomną o mało sama nie zemdlałam. Dorces i Cadrleen też się bardzo martwią, ale myślę że bardziej chodzi im o notatki które zazwyczaj im pożyczałaś niż o Twoje zdrowie J
Wracaj do nas!
Twoja oddana przyjaciółka
Mary
P.S To ode mnie ta czekoladowa żaba. Smacznego J.
Druga kartka była dość krótka, a do tego napisana na pogiętym pergaminie lekko ubrudzonym masłem. Był na niej taki tekst:
Lily!
Czy ty kiedykolwiek nauczysz się, ze warto mnie słuchać?
James <3
P.S Jak wyjdziesz, ze szpitala to umówisz się  ze mną?
Trzecia była, koloru błękitnego. Jak ją otworzyła zobaczyła tylko jeden wyraz, nawet nigdzie nie było podpisu. Widniało tylko to jedno słowo:
Przepraszam
-Hmm…ciekawe od kogo ta kartka.-pomyślała Lily po czym sięgnęła po pudełko z czekoladową żabą. Już miała ją prawie w buzi gdy usłyszała głos pani Pomfrey
-Kochaneczko! Ja rozumiem, że czekoladka jest dobra na zasłabnięcia, ale poczekaj do śniadania będzie za pół godzinki. Tak więc zapakuj ją powrotem.
-Dobrze-rzekła Lily i posłusznie wykonała zadanie
-Tak w ogóle to dawno się obudziłaś?- zapytała pielęgniarka
-Nie jakieś 5-10 minut temu.- odpowiedziała Evans
-Rozumiem. Widać, że rękami już możesz ruszać. To dobrze, bo ponoć przed zasłabnięciem nie mogłaś. To prawda?- zapytała Poopy
-Tak.-odpowiedziała krótko rudo włosa
-Yhm czyli mój eliksir jednak nie poszedł na marne to dobrze. Teraz odpocznij, bo po śniadaniu przyjdzie do Ciebie dyrektor kazał powiedzieć kiedy się obudzisz.-rzekła pielęgniarka
-Dlaczego przyjdzie do mnie dyrektor?- zapytała z lekkim przerażeniem Lily
-Szczerze to nie wiem, ale nie przejmuj się na pewno Cię teraz nie wywali jakby już miał to zrobić choć w to wątpie to raczej zrobi to jak wyzdrowiejesz.-pocieszyła pani Pomfrey i odeszła do swojego gabinetu.
         Tak jak powiedziała szkolna pielęgniarka tak się stało tuż po śniadaniu do skrzydła szpitalnego wtargnął sam Albus Dumbledore. Miał jak zwykle tą samą szatę lekko posiwiałe włosy oraz brodę i wyglądał z nad swych okularów-połówek. Na twarzy gościł promienny, szeroki uśmiech. Lily z nie pewną miną też odwzajemniła ten uśmiech. Dyrektor podszedł do jej łóżka, wyczarował krzesło i usiadł na nim po czym zapytał:
-Jak się czujesz Lily?
-W miarę dobrze.- odpowiedziała nadal nie pewnie Evans
-Otóż chciałbym z Tobą pomówić o pewnej rzeczy, która wydarzyła się nocą 4 dni temu. Z tego co wiem to napadł Cię wilkołak tak?
-Tak
-Dobrze, to znaczy nie dobrze nie ważne wróćmy do tematu jak do tego doszło, że byłaś na błoniach po zmierzchu?
-Jak wychodziłam było jeszcze w miarę jasno.
-Okej, ale zadałem inne pytanie.
-Noo-tu się zawahała nie chciała wkopywać swej najlepszej przyjaciółki, a też nie chciała skłamać dyrektora po dłuższym namyśle wybrała jednak tą drugą opcję i opowiedziała całą historię
-Hoho! Trochę się rozwinęłaś, a ja pytałem tylko dlaczego byłaś na błoniach? Wyobraziłem sobie tego jelenia to musiało być śmieszne, gdyby nie całe to zagrożenie. Otóż jest pewna osoba, która chce Ci wszystko to wytłumaczyć, ale pod jednym warunkiem. Nikomu nie piśniesz ani słowa. Dobrze?
-Dobrze.
-No mam Twoje słowo Lily Evans.- rzekła Dumbledore i puścił do niej oko- Poppy wprowadź chłopca, który stoi za drzwiami
-Dobrze tylko za długo nie siedźcie, bo ta dziewczyna potrzebuje odpoczynku!
Przez chwilę bała się, że to Potter stoi za tymi drzwiami. Jednak okazało się, że po chwili do skrzydła szpitalnego nie wszedł James ,a zrobił to Remus. Remus Lupin.
-Panna Lily obiecała, że nikomu nie powie nawet swej najlepszej przyjaciółce. No to teraz zostawiam Was samych. Do widzenia Poppy!
-Do widzenia Albusie!
-To co chcesz mi powiedzieć?- zapytała oszołomiona Lily
-Ehh…że p-przepraszam.- odpowiedział lekko jąkając się Lupin
-Za co?- zapytała zaciekawiona Evans
-Za to…że…eh…p-przez ze mnie tu trafiłaś.-powiedział jak najszybciej Remus.
-Nie, nie przez Ciebie przez wilkołaka i po części Pottera.-odpowiedziała Lily
-No właśnie czyli przez ze mnie.
-Nadal nie rozumiem
-Eh…no ten…jestem wilkołakiem.
-CO? Ty chyba żartujesz!
-Chciałbym, żeby tak było. No to ja już może pójdę
-Nie czekaj! Czyli o tym była mowa podczas meczu Qudditcha tak? To Ty czekałeś na końcu tunelu gdy Severus tam wszedł tak?
-Tak.
-Och dobra to, że jesteś wilkołakim to nie jestem zła na Ciebie ani od Ciebie się nie chcę odsunać, ale żeby zrobić takie świństwo Severusowi? Czytałam o wilkołakach i wiem, że podczas pełni  nie panujesz nad sobą, ale chyba poza nią byś mógł powstrzymać Syriusza nie?
-Ja nic nie wiedziałem o tym. Dowiedziałem się dopiero po pełni. Tak samo jak z Tobą James i Syriusz mi mówili co się tam stało.
-Skąd wiedział o tym Syriusz skoro go tam nie było?
-Eh…skoro znasz mój sekret czas byś poznała też ich nie wiem kiedy wyjdziesz ze szpitala ,ale jak to zrobisz to zgłoś się do nas a my Ci coś pokażemy okej?
-No nie wiem czy mogę zaufać. To znaczy tobie tak ufam, ale im nie w szczególności Potterowi, a na drugim miejscu Blackowi.
-Okej to ja już idę na transmutację! Pa! I…dzięki, że mnie nie pobiłaś.
-Spoko! I nie martw się nikomu nie powiem nawet Mary.
Lupin uśmiechnął się i  wyszedł. Lily jeszcze nigdy nie udało się tak dobrze rozmawiać z którymś z huncwotów. Co prawda zawsze z nich 4 najbardziej szanowała Lupina, ale jakiś większych kontaktów z nim nie miała. Teraz zrozumiała to dlaczego został prefektem. Aby mieć oko na swoich przyjaciół. Zerknęła jeszcze raz na swoją etażerką ze swymi kartkami i wzięła błękitną po czym na dole dopisała:

Remus Lupin

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz