Lily Evans obudziła się dopiero 3 dni przed świętem Duchów, czyli
4 dni po incydencie. Gdy otworzyła oczy zobaczyła w oknie, że słońce dopiero co
wstało czyli, że jest jakaś 7-8 godzina. Usiadła na łóżku i zobaczyła obok
siebie na nocnym stoliczku 3 kartki i jedno pudełko czekoladowych żab. Pierwsza
kartka była koloru różowego i gdy wzięła ją do ręki od razu poznała pismo Mary:
Droga
Lily!
Smutno
mi tu bez Ciebie. Bardzo się martwię.
Przepraszam,
że wtedy uciekłam, ale byłam pewna, że biegniesz za mną.
Zobaczyłam,
że Cię nie ma dopiero w Wieży Gryffindoru.
Od
razu pobiegłam na dół. Gdy nagle zobaczyłam, że James niesie Cię nie przytomną
o mało sama nie zemdlałam. Dorces i Cadrleen też się bardzo martwią, ale myślę
że bardziej chodzi im o notatki które zazwyczaj im pożyczałaś niż o Twoje
zdrowie J
Wracaj
do nas!
Twoja
oddana przyjaciółka
Mary
P.S
To ode mnie ta czekoladowa żaba. Smacznego J.
Druga kartka była dość krótka, a do tego napisana na pogiętym
pergaminie lekko ubrudzonym masłem. Był na niej taki tekst:
Lily!
Czy ty kiedykolwiek
nauczysz się, ze warto mnie słuchać?
James <3
P.S Jak wyjdziesz, ze szpitala to umówisz się ze mną?
Trzecia była, koloru błękitnego. Jak ją otworzyła zobaczyła tylko
jeden wyraz, nawet nigdzie nie było podpisu. Widniało tylko to jedno słowo:
Przepraszam
-Hmm…ciekawe od kogo ta kartka.-pomyślała
Lily po czym sięgnęła po pudełko z czekoladową żabą. Już miała ją prawie w buzi
gdy usłyszała głos pani Pomfrey
-Kochaneczko! Ja rozumiem, że czekoladka
jest dobra na zasłabnięcia, ale poczekaj do śniadania będzie za pół godzinki.
Tak więc zapakuj ją powrotem.
-Dobrze-rzekła Lily i posłusznie wykonała
zadanie
-Tak w ogóle to dawno się obudziłaś?- zapytała
pielęgniarka
-Nie jakieś 5-10 minut temu.- odpowiedziała
Evans
-Rozumiem. Widać, że rękami już możesz
ruszać. To dobrze, bo ponoć przed zasłabnięciem nie mogłaś. To prawda?- zapytała
Poopy
-Tak.-odpowiedziała krótko rudo włosa
-Yhm czyli mój eliksir jednak nie poszedł
na marne to dobrze. Teraz odpocznij, bo po śniadaniu przyjdzie do Ciebie
dyrektor kazał powiedzieć kiedy się obudzisz.-rzekła pielęgniarka
-Dlaczego przyjdzie do mnie dyrektor?-
zapytała z lekkim przerażeniem Lily
-Szczerze to nie wiem, ale nie przejmuj się
na pewno Cię teraz nie wywali jakby już miał to zrobić choć w to wątpie to
raczej zrobi to jak wyzdrowiejesz.-pocieszyła pani Pomfrey i odeszła do swojego
gabinetu.
Tak
jak powiedziała szkolna pielęgniarka tak się stało tuż po śniadaniu do skrzydła
szpitalnego wtargnął sam Albus Dumbledore. Miał jak zwykle tą samą szatę lekko
posiwiałe włosy oraz brodę i wyglądał z nad swych okularów-połówek. Na twarzy
gościł promienny, szeroki uśmiech. Lily z nie pewną miną też odwzajemniła ten
uśmiech. Dyrektor podszedł do jej łóżka, wyczarował krzesło i usiadł na nim po
czym zapytał:
-Jak się czujesz Lily?
-W miarę dobrze.- odpowiedziała nadal nie pewnie Evans
-Otóż chciałbym z Tobą pomówić o pewnej rzeczy, która wydarzyła
się nocą 4 dni temu. Z tego co wiem to napadł Cię wilkołak tak?
-Tak
-Dobrze, to znaczy nie dobrze nie ważne wróćmy do tematu jak do
tego doszło, że byłaś na błoniach po zmierzchu?
-Jak wychodziłam było jeszcze w miarę jasno.
-Okej, ale zadałem inne pytanie.
-Noo-tu się zawahała nie chciała wkopywać swej najlepszej
przyjaciółki, a też nie chciała skłamać dyrektora po dłuższym namyśle wybrała
jednak tą drugą opcję i opowiedziała całą historię
-Hoho! Trochę się rozwinęłaś, a ja pytałem tylko dlaczego byłaś na
błoniach? Wyobraziłem sobie tego jelenia to musiało być śmieszne, gdyby nie
całe to zagrożenie. Otóż jest pewna osoba, która chce Ci wszystko to
wytłumaczyć, ale pod jednym warunkiem. Nikomu nie piśniesz ani słowa. Dobrze?
-Dobrze.
-No mam Twoje słowo Lily Evans.- rzekła Dumbledore i puścił do niej
oko- Poppy wprowadź chłopca, który stoi za drzwiami
-Dobrze tylko za długo nie siedźcie, bo ta dziewczyna potrzebuje
odpoczynku!
Przez chwilę bała się, że to Potter stoi za tymi drzwiami. Jednak
okazało się, że po chwili do skrzydła szpitalnego nie wszedł James ,a zrobił to
Remus. Remus Lupin.
-Panna Lily obiecała, że nikomu nie powie nawet swej najlepszej
przyjaciółce. No to teraz zostawiam Was samych. Do widzenia Poppy!
-Do widzenia Albusie!
-To co chcesz mi powiedzieć?- zapytała oszołomiona Lily
-Ehh…że p-przepraszam.- odpowiedział lekko jąkając się Lupin
-Za co?- zapytała zaciekawiona Evans
-Za to…że…eh…p-przez ze mnie tu trafiłaś.-powiedział jak
najszybciej Remus.
-Nie, nie przez Ciebie przez wilkołaka i po części
Pottera.-odpowiedziała Lily
-No właśnie czyli przez ze mnie.
-Nadal nie rozumiem
-Eh…no ten…jestem wilkołakiem.
-CO? Ty chyba żartujesz!
-Chciałbym, żeby tak było. No to ja już może pójdę
-Nie czekaj!
Czyli o tym była mowa podczas meczu Qudditcha tak? To Ty
czekałeś na końcu tunelu gdy Severus tam wszedł tak?
-Tak.
-Och dobra to, że jesteś wilkołakim to nie jestem zła na Ciebie
ani od Ciebie się nie chcę odsunać, ale żeby zrobić takie świństwo Severusowi?
Czytałam o wilkołakach i wiem, że podczas pełni
nie panujesz nad sobą, ale chyba poza nią byś mógł powstrzymać Syriusza
nie?
-Ja nic nie wiedziałem o tym. Dowiedziałem się dopiero po pełni.
Tak samo jak z Tobą James i Syriusz mi mówili co się tam stało.
-Skąd wiedział o tym Syriusz skoro go tam nie było?
-Eh…skoro znasz mój sekret czas byś poznała też ich nie wiem kiedy
wyjdziesz ze szpitala ,ale jak to zrobisz to zgłoś się do nas a my Ci coś
pokażemy okej?
-No nie wiem czy mogę zaufać. To znaczy tobie tak ufam, ale im nie
w szczególności Potterowi, a na drugim miejscu Blackowi.
-Okej to ja już idę na transmutację! Pa! I…dzięki, że mnie nie
pobiłaś.
-Spoko! I nie martw się nikomu nie powiem nawet Mary.
Lupin uśmiechnął się i
wyszedł. Lily jeszcze nigdy nie udało się tak dobrze rozmawiać z którymś
z huncwotów. Co prawda zawsze z nich 4 najbardziej szanowała Lupina, ale jakiś
większych kontaktów z nim nie miała. Teraz zrozumiała to dlaczego został
prefektem. Aby mieć oko na swoich przyjaciół. Zerknęła jeszcze raz na swoją
etażerką ze swymi kartkami i wzięła błękitną po czym na dole dopisała:
Remus
Lupin
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz