_________________________________________________________________________________
Wieczorem tego samego dnia Lily, wraz z Mary odrabiały lekcje w
pokoju wspólnym Gryffindoru przy stoliku stojącym tuż przed dziurą w portrecie.
Gdy już kończyły długie wypracowanie dla Slughorna o eliksirze miłosnym, Lily
zauważyła, że przez „wyjście” właśnie wychodzili Lupin, Pettigrew, Black i
Potter. Natychmiast wstała i ich zatrzymała.
-Gdzie wy idziecie ?-zapytała Lily z nutą przerażenia w głosie
-Nie Twój interes Evans!- krzyknął Syriusz
-Tylko mi nie mówcie, że idziecie śledzić Sami-Wiecie-Kogo…Remus
gdzie wy idziecie?- zapytała jeszcze bardziej przerażona Lily
-Oo! Czyżby Evans nagle zaczął obchodzić nasz los?- zapytał
drwiąco James. Rudo włosa zignorowała to i ponownie zapytała
-Remus gdzie wy idziecie?
-Przykro mi Lily, ale nie możemy Ci powiedzieć. To strasznie
ważne.- rzekł Lupin i cała czwórka przepchnęła się przez Evans i odeszła.
Lily wróciła do stolika, gdzie zastała uradowaną Mary.
-Skończyłam!- oznajmiła
-Cieszę się.- odpowiedziała bez zmyślnie Lily
-Co Ci trapi?- zapytała przyjaciółka
-Nic.- skłamała rudo włosa
-Widzę, że coś Ci jest. Dobra co nam jeszcze zostało?- zapytała
zmieniając temat Macdonald
-Emm…została nam jeszcze opieka nad magicznymi stworzeniami i
zaklęcia.- rzekła Lily
-To może ONMS?- zapytała Mary
-Co? –zdziwiła się Evans
-Opieka nad magicznymi stworzeniami.- wyjaśniła przyjaciółka
-Aha…No dobra.- zgodziła się Lily
Gdy wyjmowała książkę i pergamin usłyszała krzyki Mary.
-O nie! Moją książkę zostawiłam u Hagrida.
-Dlaczego byłaś u Hagrida i zostawiłaś tam tą książkę?- zapytała
Lily
-No wiesz…Hagrid lubi zwierzątka.-rzekła Mary
-Ehh…dobra jeszcze mamy 40 minut do 21 więc chodźmy.… Kurde co ja
powiedziałam przecież Sam-Wiesz-Kto pląta się po Hogwarcie!-krzyknęła Evans
-Spokojnie, do Hagrida mamy
jakieś 7 minut drogi, a on nas chyba ochroni nie?- zapytała przekonując
przyjaciółkę Mary
-No…eh…dobra.-zgodziła się nie chętnie Lily
Po około 25 minut
obie dziewczyny wyszły z chatki Hagrida w znakomitym nastroju śmiejąc się co
chwilę. Gdy zmierzały w stronę zamku
Mary zauważyła, że coś porusza się po Zakazanym Lesie.
-Lily! Co tam jest?- zapytała Mary wskazując palcem na Zakazany
Las
-Nie wiem a jak to Sam-Wiesz-Kto?- zapytała z przerażeniem
-N-Nie wiem m-mam nadzie-eję,że t-to jed-dnak nie on-n.-
powiedziała jąkając się Macdonald
Obie dziewczyny przytuliły się do siebie i wpatrywały w punkt w
Zakazanym Lesie.
-Mary to coś się do nas zbliża!- krzyknęła Lily
-Wiem co to jest! TO WILKOŁAK!- krzyknęła Mary
-CO?
-WIEJMY! TERAZ! AAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!
-Hej czekaj patrz tam też jest jeleń i pies. Co robi ten jeleń…czy
on skacze na tego wilkołaka?- zapytała z niedowierzaniem przyjaciółkę Lily.
Gdy spojrzała w bok uświadomiła sobie, że jej już nie ma. Ogarnęła ją panika!
Nagle poczuła ciepły oddech na karku. Obróciła się i ujrzała WILKOŁAKA!
-AAAAAAAAAA! POMOCY! AAAAAAAAAAA! –wrzeszczała w wniebogłosy Lily.
Nagle wilkołak skoczył na nią. Z przerażenia zamknęła oczy. Czuła ciężkie
pazury wbijające jej się do obu ramion oraz ślinę na brodzie. Otworzyła oczy.
Zobaczyła przed sobą straszny ryjek z wielkimi zębami i oczy z nienormalnie
powiększonymi źrenicami. Zaczęła wić się jak opętana by uwolnić się z pod dwóch
łap, lecz to na nic. Wołała o pomoc lecz tu też robiła to na marne.
-Zaraz umrę, albo stanę się wilkołakiem. Nie wiem co gorsze. Chyba
śmierć.- pomyślała Lily . Nagle coś czarnego i dużego skoczyła na
wilkołaka i odciągnęło jego od niej.
Próbowała wstać lecz ręce jej odmawiały. Po paru minutach zażartej walki
pomiędzy czymś wielkim i czarnym (chyba to pies),a wilkołakiem stanęła nad nią
postać z rozczochraną czupryną i podała jej rękę. Lily próbowała którąkolwiek
podnieść lecz to jej nie wychodziło. Obcy najwyraźniej zauważył to bo podniósł
ją i postawił na nogi. Dopiero w świetle pełni można było dostrzec, że to James
Potter.
-Co Ty tu robisz?- zapytała Lily
-Chyba właśnie Ci ratuję życie- odrzekł z przekąsem James
-Nie powinieneś tu być. Ostrzegałam Cię!- krzyknęła Lily
-A Ty to specjalny wyjątek?- zapytał też podnosząc głos Potter
-Nie ja po prostu musiałam wyjść- rzekła Evans już trochę
spokojniej
-My też!- prychnął James
-Dobra nie ważne! TU JEST WILKOŁAK!- wykrzyknęła Lily
-100 punktów za spostrzegawczość Evans! A teraz radzę Ci wiać!-
poradził James
-A ty?
-Ja muszę tu chwilę zostać. Ty już idź!
-No a co z Tobą. Nie mówię, że mi na Tobie zależy, ale nie chcę
żadnej śmierci.
-A szkoda, że Ci na mnie nie zależy, bo bym się z Tobą umówił, ale
mniejsza o to WIEJ!
-NIE ROZKAZUJ MI!
-JA CI NIE ROZKAZUJĘ! TYLKO MÓWIĘ ŻEBYŚ JUŻ SOBIE POSZŁA BO JAKBY
NIE PATRZEĆ WILKOŁAK JEST NA BŁONIACH!
-NO PRZECIEŻ WIDZĘ, ALE TY TEŻ MASZ IŚĆ!
-TERAZ TO JUŻ JEST TROCHĘ ZA PÓŹNO BO ZA TOBĄ JEST WILKOŁAK!
-CO?
I w tym momencie na Lily ponownie skoczył wilkołak, tyle że tym
razem przygniatał jej plecy. Już prawie nie mogła oddychać przez nie go.
-Durny Potter! Przez tego głupka zaraz umrę!- pomyślała Lily po
czym straciła świadomość.
Hallo! Ich liebe dein Blog und schaurig habe ich mich gefreut wie ich, dass sie sonntags in Tropical Island war gesehen habe:) auch dort war ich dann: D P.S die Fasten wie immer vortrefflich und ich fiebere nächst: P
OdpowiedzUsuń